"Perswazje" jest ostatnią w pełni ukończoną przez autorkę powieścią. Została napisana w latach 1815-16 i opublikowana dwa lata później. Jej bohaterka dwudziestosiedmioletnia Anne Elliot, pochodzi z arystokratycznej rodziny. Jej ojciec to próżny Sir Walter Elliot, właściciel posiadłości Kellynch Hall. Jako 19-letnia dziewczyna Anne zakochuje się z wzajemnością w młodym marynarzu Fryderyku Wentworth. Jej matka chrzestna i najlepsza przyjaciółka Lady Russell odradza jej jednak zaręczyny z człowiekiem, którego przyszłość jest niepewna. Anne z ciężkim sercem przyznaje jej rację i zrywa zaręczyny. Mijają lata, a Anne nadal jest sama i ma coraz mniej widoków na zamążpójście. Jej uroda gaśnie. Tymczasem w wyniku problemów finansowych rodzina Anne musi przenieść się do Bath i wynająć posiadłość. W jej rodzinnym domu ma zamieszkać admirał Croft z małżonką, którą jest siostrą kapitana Wentwortha. Nasza opowieść o miłości może się rozpocząć. Co wyróżnia Perswazje spośród innych powieści Jane Austen?
Nowy typ kobiecej bohaterki:
Pani Croft, żona admirała Crofta nie ma stałego domu, ani dzieci. Towarzyszy swojemu mężowi w trudach żeglugi. Razem z nim zwiedza świat. Jej wypowiedzi są poste i rzeczowe. Nie zajmują jej tylko sprawy "kobiece", bo obraca się głównie wśród mężczyzn. Nie jest damą w potrzebie, którą trzeba ratować, to ona może poratować cię w razie potrzeby, jest opanowana, przedsiębiorcza i opiekuńcza. Jest zwiastunem nowej epoki w którą wierzyła bohaterka Jane Austen. Jej świat miał się zmienić właśnie dzięki marynarce, dzięki awansom ludzi z niższych sfer, ożywieniu skostniałego systemu klasowego. Miał być to świat nowych możliwości. Myślę, że można śmiało założyć, że pani Croft stała się wzorem dla Anne, w końcu w którymś momencie mówi, że małżeństwo państwa Croft, to jedyna szczęśliwa znana jej para małżeńska.
W powieści pojawia się też samotna, ale w pełni samodzielna kobieta - pielęgniarka Rooke. Podkreślony jest jej profesjonalizm, a nie służebna rola zawodu. Jane Austen miała już prawie 40 lat, kiedy zaczynała pisać Perswazje. Czy miało miało to wpływ na pojawienie się w niej takich postaci jaki pani Rooke? Całkiem możliwe, że tak. Pani Rooke pomaga innym, robi to z oddaniem, ale nie poświęca się. W dodatku jej pacjenci lubią słuchać jej opowieści. Jane Austen, niezamężna pisarka, też jak tylko mogła starała się być użyteczna dla swojej rodziny, a wieczorami jej krewni zapewne z przyjemnością słuchali fragmentów jej twórczości.
Powieść o przygnębieniu i tęsknocie:
Anne Elliott nie jest radosną bohaterką, taką jak Emma Woodhouse, czy Elizabeth Bennett. Anne nie może oczekiwać pomocy, ani psychicznego wsparcia
od swojej własnej narcystycznej rodziny. Matka nie żyje, a siostry
odziedziczyły egoistyczne nastawienie do świata po swoim ojcu. Powieść Perswazje jest przepełniona jej tęsknotą za straconą szansą na prawdziwą miłość. Anne wielokrotnie przypomina sobie, że mimo tego, że kapitan Wentwortha znów pojawił się w jej życiu, to niczego nie musi to zmienić. Powstał między nimi mur nie do przebicia. Sama zresztą skutecznie uszczelnia wszelkie rysy w tym murze. Unika kapitana Wentwortha, jej umysł jest w stanie cichej rozpaczy, chronicznego przygnębienia. Anne wycofała się, zamknęła w sobie, postanowiła nigdy nie dać poznać po sobie, jak bardzo przeżywa całą sytuację. A jej uczucia nadal są żywe, emocje bardzo silne. Na szczęście Anne poznaje nowych ludzi: przyjaciół kapitana, swojego kuzyna pana Elliota, odnajduje dawną szkolną koleżankę. To wszystko pozwala jej "przebudzić się", otrząsnąć z melancholii. Zmiany widać nawet na jej twarzy. Energia dodaje jej urody. W końcu udaje jej się pokonać melancholię, która trwała przecież osiem lat i podążyć własną ścieżką.
Warto zajrzeć:
1. Rzepka, Charles J. "Making It in a Brave New World: Marriage, Profession, and Anti-Romantic Ekstasis in Austen's Persuasion." Studies in the Novel 26.2 (Summer 1994): 99-120. Rpt. in Nineteenth-Century Literature Criticism. Ed. Kathy D. Darrow. Vol. 222. Detroit: Gale, 2010. Literature Resource Center.
2. Dalton, Elizabeth. "Mourning and Melancholia in Persuasion.." Partisan Review 62.1 (Winter 1995): 49-59. Rpt. in Nineteenth-Century Literature Criticism. Ed. Kathy D. Darrow. Vol. 216. Detroit: Gale, 2010. Literature Resource Center.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klub Jane Austen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klub Jane Austen. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 22 stycznia 2013
środa, 12 grudnia 2012
Duma i Uprzedzenie - adaptacja filmowa i telewizyjna - Klub Jane Austen
Zacznę może od wersji amerykańskiej. Obejrzałam ją tuż po tym, kiedy weszła do kin. Potem wracałam jeszcze do niej dwa razy i za każdym razem utykałam gdzieś na początku, przypominając sobie, dlaczego ta adaptacja mnie rozczarowała. Ze względu na kolejną dyskusję w Klubie postanowiłam obejrzeć ją jeszcze raz i nie zmieniałam zdania.
Duma i Uprzedzenie powinna być filmem kostiumowym, w którym wielką wagę przykłada się szczegółów. Tak więc odpowiednie do epoki stroje, wnętrza i wzory zachowania. Jednym słowem "diabeł tkwi w szczegółach" i to właśnie drobiazgi tak mnie irytowały. Zacznijmy od balu u burmistrza. Przyjęcie zostało nazwane, pewnie trochę pogardliwie, wiejską potańcówką, ale nie przypuszczam, żeby mogło wyglądać tak jak to pokazano w filmie. Świeżo mianowany burmistrz na pewno bardzo dbał o odpowiedni dobór towarzystwa, w swoim własnym interesie zresztą. Nikt nie trafiał na przyjęcie przypadkowo. W jednej ze scen pani Bennet chwali się, że jedzą obiad z dwudziestoma rodzinami. Czyli w okolicy mieszkało około 20 liczących się rodzin o odpowiednim pochodzeniu i majątku, ale nie taki tłum jaki pokazano na filmie. To bardziej przypominało tancbudę na Dzikim Zachodzie, niż przyjęcie dla "szanowanych ludzi". Dalej, fryzury najmłodszych panien Bennet. Lydia i Kitty były już dopuszczone do towarzystwa, co oznaczało, że są uważane za osoby dorosłe i potencjalne kandydatki na żony. Każde oficjalne wyjście, a więc i bal u burmistrza było okazją do zaprezentowania się, a może i znalezienia kandydata na męża. Logiczne jest więc, że podobne "wyjście" było poprzedzone odpowiednimi przygotowaniami - najlepsze sukienki, staranne fryzury. Tym czasem najmłodsze panny Bennet zaprezentowały się na przyjęciu... w kucykach. Litości! Pewnie miało to podkreślić ich młody wiek, ale nie oto przecież chodziło, doprawdy! Chciałabym wiedzieć też co robiła ta świnia pod schodami? Na wsiach dawnej często budowano domy łączone z chlewnią, ale przecież nie w takim eleganckim dworku, w jakim zamieszkiwała rodzina Bennetów (przy okazji scenarzyści ździebko przesadzili z jego wielkością, moim zdaniem). Jest też scena w odrapanej kuchni. Podejrzewam, że miało to podkreślić fakt, że rodzina była biedna, tyle, że oni biedni nie byli. Majątek był dziedziczony tylko w linii męskiej, a pan Bennet miał 5 córek i to było całe nieszczęście. Pan Bennet musiał dobrze liczyć rachunki, ale żyli zupełnie przyzwoicie.
Pamiętam, że zaraz po tym jak film wszedł na ekrany kin czytałam recenzję na stronie jakiejś gazety w którym dziennikarka zachwycała się tą adaptacją, twierdziła nawet, że jest dużo lepsza od wersji BBC. Ta druga była ponoć zbyt teatralna, źle dobrani pod względem wieku aktorzy itp. Zupełnie się z tym nie zgadzałam. Amerykańska wersja jest bardziej hollywoodzka - oświadczyny w deszczu i konkurent patrzący na swoją wybrankę oczami zbitego psiaka. Ja już chyba wyrosłam z tego typu romantyzmu. O urodzie aktorek nie będę dyskutowała, jednemu podoba się ta, a drugiemu zupełnie inna. Jeżeli dobrze pamiętam, to autorka recenzji zarzucała na przykład wersji BBC to, że aktorka grająca Lydię była zbyt dojrzała. Dobrze więc, jej odpowiedniczka z wersji amerykańskiej jest dużo bardziej dziecinna i tak też się zachowuje. Lydia z wersji brytyjskiej zachowuje się dużo bardziej wyzywająco. Jest dojrzałą kokietką. Tylko teraz pytanie, która Lydia bardziej zainteresowałaby rozpustnego Wickhama ta dziecinna, czy ta wyzywająca? Dla mnie odpowiedź jest oczywista.
Serial BBC widziałam już tyle razy, że teraz zwracam już uwagę na drugi plan, czyli to co się dzieje za plecami głównych bohaterów, rozmowy pod ścianami, gesty i uśmiechy innych osób na sali, stroje wieśniaków. Wszystko jest doskonale dopracowane. Pani Bennet i pan Collins są postaciami niewątpliwie komediowymi. Scena oświadczyn pastora jest doprawdy przekomiczna. Fragmenty z Lady Katarzyną de Bourgh to też jedne z moich ulubionych. Ta mimika! W serialu było więcej czasu na to, żeby zaprezentować postacie i umotywować ich decyzje. W wersji kinowej, z oczywistych przyczyn, akcja biegła w szalonym tempie i czasami trudno było zrozumieć, dlaczego coś wydarzyło się tak, a nie inaczej. Elizabeth z wersji brytyjskiej jest odważna, ale nie bezczelna. Zachowuje się dystyngowanie, odpowiednio do swojego statusu społecznego. Może i siostry Bennet z serialu nie zachowują się tak beztrosko, jak te z filmu, ale przecież Brytyjki były słynne ze swojej powściągliwości. Tak były wychowane - konwenanse i etykieta.
Zawsze mam problem z pisaniem o książkach, czy filmach, które naprawdę mi się podobają. Coś jest dobre i już. Zresztą sami możecie porównać, obie wersję są dostępne na youtube i to z polskim lektorem.
Na koniec chciałabym napisać jeszcze kilka słów o serialu "W świecie Jane Austen" nawiązującym do "Dumy i Uprzedzenia". Główna bohaterka Amanda przenosi się niespodziewanie do świata powieści. W tym samym czasie z tego drugiego świata znika Elizabeth Bennet. Amanda, która doskonale zna twórczość Jane Austen stara się dopilnować, żeby wydarzenia działy się tak jak powinny, tyle, że oczywiście nic z tego nie wychodzi. Bez Elizabeth wszystko się plącze. Ciekawie przedstawiono postać Wickhama. Nie odpowiadało mi tylko zakończenie całej historii. Teraz uwaga zdradzam szczegóły! Jak już scenarzysta tak ładnie wszystko poplątał, to mógł zrobić parę z Amandy i Wickhama właśnie. Doskonale do siebie pasowali. To chociaż byłby element zaskoczenia, a tak to mamy zakończenie jakie było do przewidzenia i trochę bez sensu.
Do "Dumy i Uprzedzenia" nawiązuje oczywiście też Dziennik Bridget Jones i pewnie wiele innych filmów. Wersji Bollywoodzkiej nie obejrzałam. Nie dałam rady.
Duma i Uprzedzenie powinna być filmem kostiumowym, w którym wielką wagę przykłada się szczegółów. Tak więc odpowiednie do epoki stroje, wnętrza i wzory zachowania. Jednym słowem "diabeł tkwi w szczegółach" i to właśnie drobiazgi tak mnie irytowały. Zacznijmy od balu u burmistrza. Przyjęcie zostało nazwane, pewnie trochę pogardliwie, wiejską potańcówką, ale nie przypuszczam, żeby mogło wyglądać tak jak to pokazano w filmie. Świeżo mianowany burmistrz na pewno bardzo dbał o odpowiedni dobór towarzystwa, w swoim własnym interesie zresztą. Nikt nie trafiał na przyjęcie przypadkowo. W jednej ze scen pani Bennet chwali się, że jedzą obiad z dwudziestoma rodzinami. Czyli w okolicy mieszkało około 20 liczących się rodzin o odpowiednim pochodzeniu i majątku, ale nie taki tłum jaki pokazano na filmie. To bardziej przypominało tancbudę na Dzikim Zachodzie, niż przyjęcie dla "szanowanych ludzi". Dalej, fryzury najmłodszych panien Bennet. Lydia i Kitty były już dopuszczone do towarzystwa, co oznaczało, że są uważane za osoby dorosłe i potencjalne kandydatki na żony. Każde oficjalne wyjście, a więc i bal u burmistrza było okazją do zaprezentowania się, a może i znalezienia kandydata na męża. Logiczne jest więc, że podobne "wyjście" było poprzedzone odpowiednimi przygotowaniami - najlepsze sukienki, staranne fryzury. Tym czasem najmłodsze panny Bennet zaprezentowały się na przyjęciu... w kucykach. Litości! Pewnie miało to podkreślić ich młody wiek, ale nie oto przecież chodziło, doprawdy! Chciałabym wiedzieć też co robiła ta świnia pod schodami? Na wsiach dawnej często budowano domy łączone z chlewnią, ale przecież nie w takim eleganckim dworku, w jakim zamieszkiwała rodzina Bennetów (przy okazji scenarzyści ździebko przesadzili z jego wielkością, moim zdaniem). Jest też scena w odrapanej kuchni. Podejrzewam, że miało to podkreślić fakt, że rodzina była biedna, tyle, że oni biedni nie byli. Majątek był dziedziczony tylko w linii męskiej, a pan Bennet miał 5 córek i to było całe nieszczęście. Pan Bennet musiał dobrze liczyć rachunki, ale żyli zupełnie przyzwoicie.
Pamiętam, że zaraz po tym jak film wszedł na ekrany kin czytałam recenzję na stronie jakiejś gazety w którym dziennikarka zachwycała się tą adaptacją, twierdziła nawet, że jest dużo lepsza od wersji BBC. Ta druga była ponoć zbyt teatralna, źle dobrani pod względem wieku aktorzy itp. Zupełnie się z tym nie zgadzałam. Amerykańska wersja jest bardziej hollywoodzka - oświadczyny w deszczu i konkurent patrzący na swoją wybrankę oczami zbitego psiaka. Ja już chyba wyrosłam z tego typu romantyzmu. O urodzie aktorek nie będę dyskutowała, jednemu podoba się ta, a drugiemu zupełnie inna. Jeżeli dobrze pamiętam, to autorka recenzji zarzucała na przykład wersji BBC to, że aktorka grająca Lydię była zbyt dojrzała. Dobrze więc, jej odpowiedniczka z wersji amerykańskiej jest dużo bardziej dziecinna i tak też się zachowuje. Lydia z wersji brytyjskiej zachowuje się dużo bardziej wyzywająco. Jest dojrzałą kokietką. Tylko teraz pytanie, która Lydia bardziej zainteresowałaby rozpustnego Wickhama ta dziecinna, czy ta wyzywająca? Dla mnie odpowiedź jest oczywista.
Serial BBC widziałam już tyle razy, że teraz zwracam już uwagę na drugi plan, czyli to co się dzieje za plecami głównych bohaterów, rozmowy pod ścianami, gesty i uśmiechy innych osób na sali, stroje wieśniaków. Wszystko jest doskonale dopracowane. Pani Bennet i pan Collins są postaciami niewątpliwie komediowymi. Scena oświadczyn pastora jest doprawdy przekomiczna. Fragmenty z Lady Katarzyną de Bourgh to też jedne z moich ulubionych. Ta mimika! W serialu było więcej czasu na to, żeby zaprezentować postacie i umotywować ich decyzje. W wersji kinowej, z oczywistych przyczyn, akcja biegła w szalonym tempie i czasami trudno było zrozumieć, dlaczego coś wydarzyło się tak, a nie inaczej. Elizabeth z wersji brytyjskiej jest odważna, ale nie bezczelna. Zachowuje się dystyngowanie, odpowiednio do swojego statusu społecznego. Może i siostry Bennet z serialu nie zachowują się tak beztrosko, jak te z filmu, ale przecież Brytyjki były słynne ze swojej powściągliwości. Tak były wychowane - konwenanse i etykieta.
Zawsze mam problem z pisaniem o książkach, czy filmach, które naprawdę mi się podobają. Coś jest dobre i już. Zresztą sami możecie porównać, obie wersję są dostępne na youtube i to z polskim lektorem.
Na koniec chciałabym napisać jeszcze kilka słów o serialu "W świecie Jane Austen" nawiązującym do "Dumy i Uprzedzenia". Główna bohaterka Amanda przenosi się niespodziewanie do świata powieści. W tym samym czasie z tego drugiego świata znika Elizabeth Bennet. Amanda, która doskonale zna twórczość Jane Austen stara się dopilnować, żeby wydarzenia działy się tak jak powinny, tyle, że oczywiście nic z tego nie wychodzi. Bez Elizabeth wszystko się plącze. Ciekawie przedstawiono postać Wickhama. Nie odpowiadało mi tylko zakończenie całej historii. Teraz uwaga zdradzam szczegóły! Jak już scenarzysta tak ładnie wszystko poplątał, to mógł zrobić parę z Amandy i Wickhama właśnie. Doskonale do siebie pasowali. To chociaż byłby element zaskoczenia, a tak to mamy zakończenie jakie było do przewidzenia i trochę bez sensu.
Do "Dumy i Uprzedzenia" nawiązuje oczywiście też Dziennik Bridget Jones i pewnie wiele innych filmów. Wersji Bollywoodzkiej nie obejrzałam. Nie dałam rady.
piątek, 19 października 2012
Northanger Abbey - adaptacje filmowe - Klub Jane Austen
Dobrze, przyznaje, to jeden z tych filmów, który oglądałam już ponad
20 razy. Nie mam nic do zarzucenia tej brytyjskiej adaptacji z 2007
roku. Bardzo dobrze dobrani aktorzy i to zarówno pod względem wieku jak
i urody. W powieści nie ma nic o tym, że John Thorpe był taki mało
urodziwy, powinien za to być bardziej gburowaty. Ale ta mała zmiana w
niczym nie zaszkodziła całości. Niektórzy blogerzy uważają, że aktorka
grająca Eleonorę była za stara do tej roli. Nie zgadzam się z tym.
Eleonora była już dojrzałą, doświadczoną kobietą i na taką wyglądała.
Na innych blogach czytałam też, że scenarzysta Andrew Davies odarł
Catherine z
niewinności, wprowadzając scenę z balią, dając w ten sposób do
zrozumienia, że w dziewczęciu budziła się kobieta. Ja nie mam takich
zastrzeżeń, w końcu miała to być postać z krwi i kości. Bardzo lubię
scenę pierwszego tańca Catherine i Henrego. Jak można było nie polubić Henrego od pierwszego wejrzenia? W dodatku uśmiech J.J. Feilda jest
naprawdę zniewalający. Zauważyliście utwór przy którym tańczą
Henry i Catherine (w jednej z kolejnych scen)? Dokładnie ten sam, co w adaptacji BBC "Dumy i
Uprzedzenia". Pewnie taki wewnętrzny żart :) Carey Mulligan jest świetna jako Isabella. Jej zachowanie, strój, sposób wysławiania się - wszystko dobrze określa jej charakter.
Jest jeszcze jedna adaptacja, też produkcji brytyjskiej z 1986. Polecam tylko zagorzałym fanom. Naprawdę trudno przez to przebrnąć. Fryzury, makijaż, wszystko według mody z lat 80-tych. Czyli Catherine ma na przykład oczy pomalowane "na pandę", a zainteresowanie okazuje wyraźnym wytrzeszczem. Autor dialogów uznał widać, że widz sam się nie domyśli pewnych rzeczy, jak choćby tego, że John "polował" na pannę z dużym posagiem i postanowił, że wszystko powinno być powiedziane wprost. Szkoda. Motyw przyjaźni z Isabellą jest ledwie zaznaczony, a większość akcji rozgrywa się w samym opactwie. Za to pomysł wstawek jak z prawdziwej powieści gotyckiej został także wykorzystany w tej późniejszej adaptacji z 2007.
Teraz co do samych tych wstawek, które moim zdaniem są zabawne i dodają filmowi uroku. Zastanawiam się, czy scenarzysta nie wzorował się na obrazach znanych mistrzów. Weźmy chociażby taką scenę (przewińcie na 5,40):
Czy nie przypomina ona obrazu Henrego Fuseli "Nocna mara"?
Tylko tego konia brakuje. Niestety nie udało mi się znaleźć więcej obrazów na poparcie mojej teorii, ale może wam się coś kojarzy?
Jest jeszcze jedna adaptacja, też produkcji brytyjskiej z 1986. Polecam tylko zagorzałym fanom. Naprawdę trudno przez to przebrnąć. Fryzury, makijaż, wszystko według mody z lat 80-tych. Czyli Catherine ma na przykład oczy pomalowane "na pandę", a zainteresowanie okazuje wyraźnym wytrzeszczem. Autor dialogów uznał widać, że widz sam się nie domyśli pewnych rzeczy, jak choćby tego, że John "polował" na pannę z dużym posagiem i postanowił, że wszystko powinno być powiedziane wprost. Szkoda. Motyw przyjaźni z Isabellą jest ledwie zaznaczony, a większość akcji rozgrywa się w samym opactwie. Za to pomysł wstawek jak z prawdziwej powieści gotyckiej został także wykorzystany w tej późniejszej adaptacji z 2007.
Teraz co do samych tych wstawek, które moim zdaniem są zabawne i dodają filmowi uroku. Zastanawiam się, czy scenarzysta nie wzorował się na obrazach znanych mistrzów. Weźmy chociażby taką scenę (przewińcie na 5,40):
Czy nie przypomina ona obrazu Henrego Fuseli "Nocna mara"?
Tylko tego konia brakuje. Niestety nie udało mi się znaleźć więcej obrazów na poparcie mojej teorii, ale może wam się coś kojarzy?
poniedziałek, 24 września 2012
Northanger Abbey - Klub Jane Austen
"Northanger Abbey" jest drugą w kolejności moją ulubioną powieścią Jane Austen. Przede wszystkim ze względu na żartobliwy język. Podziwiam Jane Austen za jej umiejętność przedstawienia ludzi i tamtego świata. Minęło ponad dwieście lat od napisania tej powieści, a my nadal jesteśmy w stanie zaangażować się w perypetie Catherine i Henrego, Eleonory, Jamesa i innych bohaterów.
"Northanger Abbey" była pierwszą ukończoną przez autorkę powieścią, przygotowaną do druku. Jane Austen wysłała ją do wydawcy już w 1803, gdzie przeleżała przez kolejne 12 lat. Autorka zabrała ją z powrotem i dopracowała tekst. Powieść ukazał się dopiero po jej śmierci. W czasach młodości Austen bardzo popularne były powieści gotyckie, szczególnie te pani Ann Radcliffe. Opowieści te pełne były grozy i tajemniczości. Lochy, upiory, przerażające zamczyska. Jane Austen postanawia zażartować sobie z tej mody i w ten sposób powstało "Northanger Abbey". Bohaterka powieści, Catherine jest przeciwieństwem gotyckiej heroiny: nie jest zbyt urodziwa, nie otacza jej aura tajemniczości, jej rodzina to spokojni szczęśliwi ludzie. Sytuacje, które ja spotykają są również najczęściej typowe, jednak jej wybujała wyobraźnia sprawia, że doszukuje się w nich niezwykłości.
W Bath jest tłoczno i bez przerwy coś się dzieję. Dla Catherine, która całe życie spędziła na probostwie, niuanse życia towarzyskiego są trudne do ogarnięcia, podobnie jak znalezienie drogi w labiryncie zamku z gotyckiej powieści. Jej własna matka pani Morland nie okazuje się być w tej sprawie pomocna. Prosi tylko córkę, żeby owijała szyję ciepłym szalem, nie przewidując większych problemów w trakcie jej pobytu w Bath. To pan Allen wydaję się zwracać większą uwagę na bezpieczeństwo Catherine, mówiąc na przykład, że nie jest dobrze widziane, kiedy młoda dziewczyna jeździ z mężczyzną odkrytym powozem. Pani Allen dodaje tylko, że rzeczywiście nie jest to najlepsze, bo strój może się pobrudzić, a wiatr zerwać z głowy beret. Może nam się to wydawać zabawne, choć jak zauważa Miriam Fuller (1) w powieściach Jane Austen uszkodzony kobiecy strój często był znakiem, powiedzmy złego prowadzenia się. Na przykład Lydia Bennet, w swoim liście pożegnalnym pisze (ucieczka z Wickhamem), że w jej sukni powstało spore rozdarcie. Fanny Price ostrzega Marię Bertram, żeby nie przeciskała się przez szparę w bramie razem z Henrym Cramfortem, bo uszkodzi sobie strój.
Catherine, która z łatwością wyobraża sobie sceny z przeczytanych powieści, często nie jest w stanie dostrzec realnego niebezpieczeństwa. Na początku brakuje jej pewności siebie i sztuki samodzielnego osądu charakteru napotkanych osób. Ratuje ją to, że jest osobą otwartą, czułą i stara się zachowywać zgodnie z wpojonymi jej zasadami. Przejażdżka powozem z Johnem Thorpem jest w zasadzie jak scena z gotyckiej powieści, nawet powiedziałabym z gotyckiego horroru. Thorpe, mężczyzna porywczy i okazujący zwykle brak respektu dla kobiet wywozi Catherine z miasta, mimo jej nalegań i próśb. Catherine jednak w odróżnieniu od gotyckiej heroiny nie boi się, tylko jest zła i otwarcie pokazuje swoje niezadowolenie. Nie ma w tej scenie niczego z melodramatu. Catherine, także dzięki Henremu, uczy się wyrażać własne zdanie i nie ulegać tak łatwo czyjejś woli. Ani Isabelli, Johnowi, ani nawet jej własnemu bratu nie udaje się przekonać drugi raz Catherine do złamania słowa danego rodzeństwu Tinley. Nowo nabyta pewność siebie, uwaga i skupienie pomogły jej także kiedy znalazła się w prawdziwym niebezpieczeństwie, sama w nocy w drodze do domu.
A teraz kilka pytań do Was:
1. Catherine wyobrażała sobie, że ze wszystkich znanych jej ludzi najgorszym był generał Tinley. Poczuła się upokorzona, kiedy Henry przekonał ją, że się myli w swoich podejrzeniach. Do jakiego stopnia się jednak myliła? Czy wyobraźnia Catherine była większa niż jej zmysł obserwacji?
2. Isabella często wyraża się jakby była bohaterką z gotyckiego romansu, czy jednak tak się zachowuje? Siostra Henrego Eleonora przeżyła boleśnie śmierć matki, została wychowana przez apodyktycznego ojca, jednak na końcu powieści wyszła bogato i szczęśliwie za mąż. Czy może w takim razie to ona jest gotycką heroiną?
3. John Thorpe otwarcie kłamie Catherine, kiedy namawia ją na przejażdżkę. Podczas całej sceny ani Isabella ani jej własny brat James nie odzywa się ani słowem. Jak odebraliście tę scenę? Czy uważacie, że obydwoje wiedzieli, że John kłamie, a jeżeli tak to czy zmieniło to wasz pogląd na temat wymienionych postaci?
4. Isabella Thorpe i Lucy Steele (R&R). Czy uważasz, że te postacie są do siebie podobne, a jeżeli tak to pod jakim względem?
5. Jeżeli Northanger Abbey powstałoby dzisiaj, jaki rodzaj literatury mogłoby parodiować?
(1) "Let me go, Mr. Thorpe; Isabella, do not hold me!": Northanger Abbey and the Domestic Gothic. Miriam Rheingold Fuller. Persuasions: The Jane Austen Journal. 32 (Annual 2010) p90.
"Northanger Abbey" była pierwszą ukończoną przez autorkę powieścią, przygotowaną do druku. Jane Austen wysłała ją do wydawcy już w 1803, gdzie przeleżała przez kolejne 12 lat. Autorka zabrała ją z powrotem i dopracowała tekst. Powieść ukazał się dopiero po jej śmierci. W czasach młodości Austen bardzo popularne były powieści gotyckie, szczególnie te pani Ann Radcliffe. Opowieści te pełne były grozy i tajemniczości. Lochy, upiory, przerażające zamczyska. Jane Austen postanawia zażartować sobie z tej mody i w ten sposób powstało "Northanger Abbey". Bohaterka powieści, Catherine jest przeciwieństwem gotyckiej heroiny: nie jest zbyt urodziwa, nie otacza jej aura tajemniczości, jej rodzina to spokojni szczęśliwi ludzie. Sytuacje, które ja spotykają są również najczęściej typowe, jednak jej wybujała wyobraźnia sprawia, że doszukuje się w nich niezwykłości.
W Bath jest tłoczno i bez przerwy coś się dzieję. Dla Catherine, która całe życie spędziła na probostwie, niuanse życia towarzyskiego są trudne do ogarnięcia, podobnie jak znalezienie drogi w labiryncie zamku z gotyckiej powieści. Jej własna matka pani Morland nie okazuje się być w tej sprawie pomocna. Prosi tylko córkę, żeby owijała szyję ciepłym szalem, nie przewidując większych problemów w trakcie jej pobytu w Bath. To pan Allen wydaję się zwracać większą uwagę na bezpieczeństwo Catherine, mówiąc na przykład, że nie jest dobrze widziane, kiedy młoda dziewczyna jeździ z mężczyzną odkrytym powozem. Pani Allen dodaje tylko, że rzeczywiście nie jest to najlepsze, bo strój może się pobrudzić, a wiatr zerwać z głowy beret. Może nam się to wydawać zabawne, choć jak zauważa Miriam Fuller (1) w powieściach Jane Austen uszkodzony kobiecy strój często był znakiem, powiedzmy złego prowadzenia się. Na przykład Lydia Bennet, w swoim liście pożegnalnym pisze (ucieczka z Wickhamem), że w jej sukni powstało spore rozdarcie. Fanny Price ostrzega Marię Bertram, żeby nie przeciskała się przez szparę w bramie razem z Henrym Cramfortem, bo uszkodzi sobie strój.
Catherine, która z łatwością wyobraża sobie sceny z przeczytanych powieści, często nie jest w stanie dostrzec realnego niebezpieczeństwa. Na początku brakuje jej pewności siebie i sztuki samodzielnego osądu charakteru napotkanych osób. Ratuje ją to, że jest osobą otwartą, czułą i stara się zachowywać zgodnie z wpojonymi jej zasadami. Przejażdżka powozem z Johnem Thorpem jest w zasadzie jak scena z gotyckiej powieści, nawet powiedziałabym z gotyckiego horroru. Thorpe, mężczyzna porywczy i okazujący zwykle brak respektu dla kobiet wywozi Catherine z miasta, mimo jej nalegań i próśb. Catherine jednak w odróżnieniu od gotyckiej heroiny nie boi się, tylko jest zła i otwarcie pokazuje swoje niezadowolenie. Nie ma w tej scenie niczego z melodramatu. Catherine, także dzięki Henremu, uczy się wyrażać własne zdanie i nie ulegać tak łatwo czyjejś woli. Ani Isabelli, Johnowi, ani nawet jej własnemu bratu nie udaje się przekonać drugi raz Catherine do złamania słowa danego rodzeństwu Tinley. Nowo nabyta pewność siebie, uwaga i skupienie pomogły jej także kiedy znalazła się w prawdziwym niebezpieczeństwie, sama w nocy w drodze do domu.
A teraz kilka pytań do Was:
1. Catherine wyobrażała sobie, że ze wszystkich znanych jej ludzi najgorszym był generał Tinley. Poczuła się upokorzona, kiedy Henry przekonał ją, że się myli w swoich podejrzeniach. Do jakiego stopnia się jednak myliła? Czy wyobraźnia Catherine była większa niż jej zmysł obserwacji?
2. Isabella często wyraża się jakby była bohaterką z gotyckiego romansu, czy jednak tak się zachowuje? Siostra Henrego Eleonora przeżyła boleśnie śmierć matki, została wychowana przez apodyktycznego ojca, jednak na końcu powieści wyszła bogato i szczęśliwie za mąż. Czy może w takim razie to ona jest gotycką heroiną?
3. John Thorpe otwarcie kłamie Catherine, kiedy namawia ją na przejażdżkę. Podczas całej sceny ani Isabella ani jej własny brat James nie odzywa się ani słowem. Jak odebraliście tę scenę? Czy uważacie, że obydwoje wiedzieli, że John kłamie, a jeżeli tak to czy zmieniło to wasz pogląd na temat wymienionych postaci?
4. Isabella Thorpe i Lucy Steele (R&R). Czy uważasz, że te postacie są do siebie podobne, a jeżeli tak to pod jakim względem?
5. Jeżeli Northanger Abbey powstałoby dzisiaj, jaki rodzaj literatury mogłoby parodiować?
(1) "Let me go, Mr. Thorpe; Isabella, do not hold me!": Northanger Abbey and the Domestic Gothic. Miriam Rheingold Fuller. Persuasions: The Jane Austen Journal. 32 (Annual 2010) p90.
niedziela, 22 lipca 2012
Mansfield Park - Jane Austen
Przyznaje, że z trudem przedzierałam się przez pierwszą część książki. Nie znam historii życia codziennego angielskiej arystokracji na tyle, żeby stwierdzić, na ile zorganizowanie domowego teatru było wielkim nietaktem obyczajowym. Pewnie dlatego cale to zamieszanie odebrałam jako mało znaczące zawracanie głowy.
Gorzej, bo nie byłam w stanie polubić głównej bohaterki. Fanny Price jest ubogą kuzynką wychowującą się w domu bogatych krewnych. Ma w bród jedzenia, ubrań, otrzymuje dobre wykształcenie i uwagę ze strony dorosłych. Brakuje w tym wszystkim tylko miłości. Jest jeszcze ciotka Norris, która na każdym kroku przypomina jej o jej gorszej pozycji społecznej. Nic dziwnego, że dziewczyna nabawiła się w końcu kompleksu niższości. W dodatku jest wydelikacona i płaczliwa. No i jak tu czytać o takiej bohaterce! Doskonale rozumiem pana Bertram, kiedy prawi siostrzenicy kazanie o straconej życiowej szansie. To rzeczywiście wyglądało na głupi upór z jej strony, albo strach przed zmianami, a nie na złamane serce.
Dużo bardziej odpowiada mi filmowa Fanny (wersja z 1999), jest w niej więcej życia i potrafi umotywować swoje "nie" wobec innych. Taką Fanny rozumiem. Chociaż sam film też nie jest bez wad. Scenarzysta zrobił z pana Bertrama potwora, choć w powieści było wyraźnie zaznaczone, że był to dżentelmen godny szacunku, obowiązkowy i odpowiedzialny, choć może czasami srogi. Jest jeszcze wersja z 2007 roku, ale dla mnie to lekka pomyłka. Tutaj twórcy filmy przedobrzyli w "ożywianiu" postaci Fanny. Nie bardzo mi też pasuje typ urody aktorki do filmu kostiumowego. Jako Rose, towarzyszka doktora Who była wspaniała, ale jako Fanny... nie, nie jestem przekonana. I to bieganie z rozpuszczonymi włosami. Kto tak się czesał w XIX wieku? Nie wiem jak Wam, ale mnie przeszkadzają takie niedociągnięcia.
Gorzej, bo nie byłam w stanie polubić głównej bohaterki. Fanny Price jest ubogą kuzynką wychowującą się w domu bogatych krewnych. Ma w bród jedzenia, ubrań, otrzymuje dobre wykształcenie i uwagę ze strony dorosłych. Brakuje w tym wszystkim tylko miłości. Jest jeszcze ciotka Norris, która na każdym kroku przypomina jej o jej gorszej pozycji społecznej. Nic dziwnego, że dziewczyna nabawiła się w końcu kompleksu niższości. W dodatku jest wydelikacona i płaczliwa. No i jak tu czytać o takiej bohaterce! Doskonale rozumiem pana Bertram, kiedy prawi siostrzenicy kazanie o straconej życiowej szansie. To rzeczywiście wyglądało na głupi upór z jej strony, albo strach przed zmianami, a nie na złamane serce.
Dużo bardziej odpowiada mi filmowa Fanny (wersja z 1999), jest w niej więcej życia i potrafi umotywować swoje "nie" wobec innych. Taką Fanny rozumiem. Chociaż sam film też nie jest bez wad. Scenarzysta zrobił z pana Bertrama potwora, choć w powieści było wyraźnie zaznaczone, że był to dżentelmen godny szacunku, obowiązkowy i odpowiedzialny, choć może czasami srogi. Jest jeszcze wersja z 2007 roku, ale dla mnie to lekka pomyłka. Tutaj twórcy filmy przedobrzyli w "ożywianiu" postaci Fanny. Nie bardzo mi też pasuje typ urody aktorki do filmu kostiumowego. Jako Rose, towarzyszka doktora Who była wspaniała, ale jako Fanny... nie, nie jestem przekonana. I to bieganie z rozpuszczonymi włosami. Kto tak się czesał w XIX wieku? Nie wiem jak Wam, ale mnie przeszkadzają takie niedociągnięcia.
środa, 27 czerwca 2012
Rozważna i romantyczna - miniserial BBC - Klub Jane Austen
Niedawno, po raz kolejny, obejrzałam miniserial BBC Rozważna i Romantyczna (wersja z 2008). Andrew Davies dodał do adaptacji powieści Jane Austen kilka scen, których nie ma w książce. Uważam, że akcja książki tak naprawdę nie wymaga ulepszeń, jednak nie mam nic przeciwko dodanym scenom. Pierwsza z nich to namiętna scena pomiędzy Elizą i Willoughby. Ponieważ została umieszczona na początku serialu, myślę, że nie jeden widz zastanawiał się, czy przypadkiem nie pomylił kanału telewizyjnego. Mój mąż, którego kiedyś zmusiłam do obejrzenia jednej z adaptacji powieści Austen, oświadczył, że byłoby to interesujące, gdyby chociaż w scenariuszy była jakaś bitwa, no choćby pojedynek. Bardzo proszę - pojedynek jest. W książce pułkownik Brandon tylko napomyka Elizie o tym wydarzeniu. Autor scenariusza postanowił dodać całą scenę. Dlatego też pułkownik Brandon pojawia się na balu w Londynie, czego również nie było w powieści.
To może w takim razie powiem jaka była moja ulubiona scena. Na początku rodzina Johna Daswood jedzie powozem do rezydencji zmarłego ojca. Po drodze małżonkowie dyskutują o wysokości uposażenia macochy i przyrodnich sióstr Johna. Jego żona Fanny wyrzuca mężowi, że jest zbyt hojny. Na przeciwko siedzi rumiany synek państwa Daswood - Harry i coś zajada ze smakiem, pewnie ciasteczka. Wspaniały przykład rozpieszczonego jedynaka. Fanny mówi z czułością do syna "nie pozwolimy tacie cię zagłodzić". W tym kontekście brzmi to zabawnie i co tu dużo mówić, trochę obłudnie.
Edward w powieści Jane Austen jest nieśmiały, raczej mało przystojny i nie potrafi błyszczeć w towarzystwie. Serialowy Edward jest przystojny, ma żywe usposobienie, jest pewny siebie, potrafi być zabawny, a kiedy natrafia na życiowe przeszkody ogarnia go gniew. Moim zdaniem jest to zmiana na lepsze, ale pewnie niektórym fanom może to się nie spodobać. Aktorki grające Elinor i Marianne były moim zdaniem bardzo dobrze dobrane - obie młode i ładne. Pani Daswood też wygląda na 40-latkę, tak jak to powinno być.
Znalazłam blog ze zdjęciami z planu filmowego. Chętnych zapraszam do obejrzenia :) A oto jedno z nich:
To może w takim razie powiem jaka była moja ulubiona scena. Na początku rodzina Johna Daswood jedzie powozem do rezydencji zmarłego ojca. Po drodze małżonkowie dyskutują o wysokości uposażenia macochy i przyrodnich sióstr Johna. Jego żona Fanny wyrzuca mężowi, że jest zbyt hojny. Na przeciwko siedzi rumiany synek państwa Daswood - Harry i coś zajada ze smakiem, pewnie ciasteczka. Wspaniały przykład rozpieszczonego jedynaka. Fanny mówi z czułością do syna "nie pozwolimy tacie cię zagłodzić". W tym kontekście brzmi to zabawnie i co tu dużo mówić, trochę obłudnie.
Edward w powieści Jane Austen jest nieśmiały, raczej mało przystojny i nie potrafi błyszczeć w towarzystwie. Serialowy Edward jest przystojny, ma żywe usposobienie, jest pewny siebie, potrafi być zabawny, a kiedy natrafia na życiowe przeszkody ogarnia go gniew. Moim zdaniem jest to zmiana na lepsze, ale pewnie niektórym fanom może to się nie spodobać. Aktorki grające Elinor i Marianne były moim zdaniem bardzo dobrze dobrane - obie młode i ładne. Pani Daswood też wygląda na 40-latkę, tak jak to powinno być.
Znalazłam blog ze zdjęciami z planu filmowego. Chętnych zapraszam do obejrzenia :) A oto jedno z nich:
sobota, 19 maja 2012
Rozważna i romantyczna - Jane Austen - post do Klubu Jane Austen
Marianna i Eleonora - chyba nikt z czytających powieść Jane Austen nie miał wątpliwość, która z nich jest ta romantyczna, a którą rozważna. Nie jest również trudne odgadnięcie z którą postawą sama autorka bardziej się identyfikowała. Widać to w sposobie w jaki opisuje obie siostry. Mamy więc opis Marianny:
Czujecie tę ironię? Jane Austen niewątpliwie darzy swoją postać sympatia, ale mimo to podkreśla jej niedojrzałość uczuciową. Eleonora to zupełnie coś innego:
"Nie sądzisz, bym kiedykolwiek wiele czuła. Słuchaj Marianno, przez cztery miesiące ta świadomość ciążyła mi na sercu, a nie miałam nikogo, z kim mogłabym się nią podzielić. Wiedziałam, że gdybym wam wszystko powiedziała, odczułybyście to ogromnie boleśnie, a przecież nie miałam możności przygotowania was ani trochę na ten cios. [...] Spokój wewnętrzny, jaki sobie narzuciłam teraz w stosunku do tej sprawy, pociecha, jaką skłonna jestem dziś przyjąć, to wszystko skutki ciągłych, niezmordowanych wysiłków, to nie przyszło z niczego... To z początku nie dawało ulgi".
Psychiatra Carl Gustav Jung określiłby pewnie obie siostry jako przykład introwertyczki i ekstrawertyczki. Amerykańscy autorzy Cris Evatt i Bruce Feld wprowadzili terminy "biorca" i "dawca" w związku. Z grubsza chodzi o to samo. Świat dla introwertyka to przede wszystkim ich świat wewnętrzny. Ważne jest to, co mnie ubogaca, ja i moje uczucia zawsze są na pierwszym miejscu. Ekstrawertyk widzi siebie jak część "sieci" ludzkiej i czuje się zobowiązany, współodpowiedzialny za całą sieć, czyli na przykład za dobre samopoczucie wszystkich osób z najbliższego otoczenia. Oczywiście nie ma typów "idealnych". Inaczej mielibyśmy do czynienia tylko ze skończonym egoistkami z jednej i cierpiętnicami-ofiarnicami z drugiej.
Evatt i Feld poszli jeszcze dalej i uznali, że dla każdego związku zależność biorca-dawca ustala się indywidualnie. Czyli będą w związku z jednym partnerem na przykład będziemy większym biorcą, a z drugim już mniejszym, bo inaczej rozłoży się "próba sił". Czyli mówiąc po ludzku zwykle jest tak że jednej z osób zależy trochę bardziej niż drugiej na tego związku utrzymaniu. W przypadku Marianny i Pułkownika jest raczej jasne kto tam będzie się bardziej starał, kto będzie podziwiał, a kto będzie podziwiany. Ciekawe jak wyglądałoby to w przypadku Marianny i Willoughbiego? Które z nich przykręciłoby swoje egoistyczne żądania na rzecz wspólnego szczęścia?
Może na koniec napisze jeszcze dlaczego nie przepadam szczególnie za Rozważną i romantyczną. Pułkownik Brandon jest 19 lat starszy od Marianny, dla mnie o wiele za dużo. I to całe namawianie 16-letniej młodziutkiej i niedoświadczonej dziewczyny do związku z 19 lat od niej starszym mężczyzną jest dla mnie obrzydliwe. Wiem, że to były inne czasy, ale mimo wszystko - nie. Ale to tylko tyle. Poza tym Jane Austen znów zaprezentowała ciekawy zestaw różnych osobowości opisany bardzo wiarygodnie i celnie i za to cenię jej powieści.
"Marianna uważałaby za rzecz niewybaczalną, gdyby pierwszą noc po rozłące z panem Willoughbym spędziła śpiąc spokojnie. Wstydziłaby się następnego ranka spojrzeć w oczy rodzinie, gdyby wstając z łóżka nie potrzebowała odpoczynku bardziej, niż kiedy się do niego kładła. Lecz uczucia, które z odpoczynku uczyniłyby hańbę, nie wystawiły jej na podobne niebezpieczeństwo. Spędziła bezsennie całą noc, a większą jej część przepłakała. Wstała z łóżka z migreną, niezdolna do rozmowy, bez apetytu, zadając nieustanny ból matce i siostrom, udaremniając wszelkie ich wysiłki, gdy próbowały ją pocieszyć. Doprawdy, była to bardzo romantyczna panna"!
Czujecie tę ironię? Jane Austen niewątpliwie darzy swoją postać sympatia, ale mimo to podkreśla jej niedojrzałość uczuciową. Eleonora to zupełnie coś innego:
"Nie sądzisz, bym kiedykolwiek wiele czuła. Słuchaj Marianno, przez cztery miesiące ta świadomość ciążyła mi na sercu, a nie miałam nikogo, z kim mogłabym się nią podzielić. Wiedziałam, że gdybym wam wszystko powiedziała, odczułybyście to ogromnie boleśnie, a przecież nie miałam możności przygotowania was ani trochę na ten cios. [...] Spokój wewnętrzny, jaki sobie narzuciłam teraz w stosunku do tej sprawy, pociecha, jaką skłonna jestem dziś przyjąć, to wszystko skutki ciągłych, niezmordowanych wysiłków, to nie przyszło z niczego... To z początku nie dawało ulgi".
Psychiatra Carl Gustav Jung określiłby pewnie obie siostry jako przykład introwertyczki i ekstrawertyczki. Amerykańscy autorzy Cris Evatt i Bruce Feld wprowadzili terminy "biorca" i "dawca" w związku. Z grubsza chodzi o to samo. Świat dla introwertyka to przede wszystkim ich świat wewnętrzny. Ważne jest to, co mnie ubogaca, ja i moje uczucia zawsze są na pierwszym miejscu. Ekstrawertyk widzi siebie jak część "sieci" ludzkiej i czuje się zobowiązany, współodpowiedzialny za całą sieć, czyli na przykład za dobre samopoczucie wszystkich osób z najbliższego otoczenia. Oczywiście nie ma typów "idealnych". Inaczej mielibyśmy do czynienia tylko ze skończonym egoistkami z jednej i cierpiętnicami-ofiarnicami z drugiej.
Evatt i Feld poszli jeszcze dalej i uznali, że dla każdego związku zależność biorca-dawca ustala się indywidualnie. Czyli będą w związku z jednym partnerem na przykład będziemy większym biorcą, a z drugim już mniejszym, bo inaczej rozłoży się "próba sił". Czyli mówiąc po ludzku zwykle jest tak że jednej z osób zależy trochę bardziej niż drugiej na tego związku utrzymaniu. W przypadku Marianny i Pułkownika jest raczej jasne kto tam będzie się bardziej starał, kto będzie podziwiał, a kto będzie podziwiany. Ciekawe jak wyglądałoby to w przypadku Marianny i Willoughbiego? Które z nich przykręciłoby swoje egoistyczne żądania na rzecz wspólnego szczęścia?
Może na koniec napisze jeszcze dlaczego nie przepadam szczególnie za Rozważną i romantyczną. Pułkownik Brandon jest 19 lat starszy od Marianny, dla mnie o wiele za dużo. I to całe namawianie 16-letniej młodziutkiej i niedoświadczonej dziewczyny do związku z 19 lat od niej starszym mężczyzną jest dla mnie obrzydliwe. Wiem, że to były inne czasy, ale mimo wszystko - nie. Ale to tylko tyle. Poza tym Jane Austen znów zaprezentowała ciekawy zestaw różnych osobowości opisany bardzo wiarygodnie i celnie i za to cenię jej powieści.
piątek, 30 marca 2012
Emma Woodhouse i Jane Fairfax - komedia i dramat
W Klubie Jane Austen trwa dyskusja o Emmie Jane Austen. Przyszła kolej na mój krótki tekst.
Emma Jane Austen jak na komedię obyczajową przystało opowiada o życiu eleganckich i bogatych kobiet i mężczyzn, ich wzajemnych relacjach, potyczkach intelektualnych, a także dowcipnie opisuje relacje małżeńskie i poprzedzające je zaloty. Nie zabrakło także w Emmie odpowiednio porcjowanej krytyki stosunków społecznych, a wszystko to zostało podane w sposób elegancki i z wdziękiem.
W Emmie Jane Austen występuje kilka postaci kobiecych, ale dzisiaj chciałabym napisać kilka słów o najciekawszych z nich: Emmie Woodhouse i Jane Fairfax.
Jane Fairfax - bohaterka tragedii?
W 18-wiecznej literaturze popularny był motyw nieszczęśliwej młodej kobiety, która znalazła się, nie ze swojej winy, w sytuacji bez wyjścia. Często bohaterki takiego dramatu umierały z żałości, popełniały samobójstwo, albo popadały w szaleństwo. Zazwyczaj heroina była bardzo piękną i dobrze wykształconą kobietą, ale bez środków do życia i wsparcia najbliższej rodziny. Bohaterka z 18-wiecznego dramatu powinna być również samotna, otoczona przez ludzi, którzy jej nie rozumieją. Popatrzmy więc teraz na Jane Fairfax.
Jane została zabrana z rodzinnego domu po śmierci matki. Rodzina, która się nią zajęła nie była z nią spokrewniona. Wprawdzie Jane zaprzyjaźniła się z córką państwa Campbell i czuła się w tej rodzinie bardzo dobrze, ale zdawała sobie sprawę, że najlepsze co ją może czekać w życiu to posada guwernantki w jakimś bogatym domu. Sama mówi o tym jak o przekleństwie ciążącym nad nią i nie ma złudzeń co do przyszłego zajęcia. "Są w mieście takie miejsca, gdzie sprzedaje się nie ludzkie dusze wprawdzie, ale ludzkie intelekty" (cytuje z pamięci). Jest muzykalna, a muzyka przypomina jej o dawnych, lepszych czasach. Tu też przebija nutka melancholii. Przyjazd Jane do Highbury poprzedził nieszczęśliwy wypadek w Weymouth. Było dramatycznie, może nawet melodramatycznie. Jane wypadła za burtę i o mało nie utonęła. Wyrwana ze swojego dotychczasowego środowiska Jane czuje się w tym małym, poukładanym światku Highbury obco. Zamyka się w sobie, odgradza od świata. Nawet swoje rozterki miłosne przeżywa tak, jak na heroinę przystało: traci apetyt, cierpli z powodu migreny, nie przyjmuje gości. Obiekt jej uczuć - Frank Churchill nadaje się idealnie na kawalera, który łamie serca kobiet bez trudu i cienia żalu. Na szczęście Jane Austen oszczędziła Jane zakończenia rodem z 18-wiecznego dramatu. Ku radości nas czytelniczek.
Na zdjęciu: Jane Fairfax (Ania Martin) z serialu BBC 1972. źródło
Emma - bohaterka komedii?
W odróżnieniu od Jane Fairfax, Emma Woodhouse nie musi troszczyć się o swoją przyszłość. Jest dobrze zabezpieczona materialnie, po śmierci ojca cały majątek przypadnie jej. Jest ładna, ma pogodne usposobienie i cieszy się dobrym zdrowiem. Emma postanawia zabawić się w kupidyna. Jest niepoprawną swatką. Wypuszcza strzały w konkretnym kierunku, sama będąc w bezpiecznym ukryciu. Niestety pod koniec powieści sama siebie rani boleśnie. Strzała nie trafia wprawdzie w stopę, ale za to prosto w serce. Wszystko dlatego, że Emma zbyt późno uświadamia sobie jak zmienne są koleje losu a miłość kapryśna. Gorliwość Emmy w swataniu znajomych brała się z egocentryzmu, który jak wiemy mógł bardzo zaszkodzić zarówno szczęściu Harriet i pana Martina, jak i ostatecznie jej samej. Bo czy na początku powieści Emma dobrze odczytywała ludzkie emocje i charaktery? Niekoniecznie. Była ślepa na to, co widzieli inni. Stworzyła sobie świat we własnej wyobraźni, który rządził się takimi prawami, jakie uważała za słuszne. Przydzielała ludziom role i sama grała jedną z nich. Manipulując Harriet Smith sprawiła, że ta zaczęła mierzyć za wysoko w stosunku do swoich możliwości. Sama też stała się ofiarą manipulacji Franka Churchilla. W trakcie czytania powieści widzimy jak Emma dojrzewa, dorasta, uczy się rozumieć siebie i otaczających ją ludzi.Thomas Rand w swojej pracy1) przyrównuje Emmę do Malvolio z Wieczoru Trzech Króli - dramatu Williama Szekspira. Malvolio, namiestnik w zamku księżnej Olivii, często błędnie odczytuje zachowanie innych bohaterów sztuki, co prowadzi do licznych nieporozumień i komplikacji. Wieczór Trzech Króli tak jak i powieść Emma to komedia pomyłek, która prowadzi w końcu do szczęśliwego zakończenia i kilku ślubów.
Która zatem jest Wam bliższa: romantyczna heroina Jane Fairfax, czy marzycielska i trochę samolubna Emma Woodhouse?
Na zdjęciu: Emma Woodhouse (Romola Sadie Garai ) z serialu BBC 2009. źródło
Przypisy:
1) Rand, Thomas: Emma and Twelfth Night. In: "Persuasion: the Jane Austen Journal", nr 30 (Rocznik 2008), s.181.
Bibliografia:
1. Gay, Penny. "Jane Fairfax and the 'she-tragedies' of the eighteenth century." Persuasions: The Jane Austen Journal 29 (2007): 121+. Literature Resource Center. Web. 29 Mar. 2012.
Document URL
http://go.galegroup.com.vlib.interchange.at/ps/i.do?id=GALE%7CA179934395&v=2.1&u=wash89460&it=r&p=LitRC&sw=w
2. Austen, Glyn. "Jane Austen's comedy in Emma: high art or mere triviality? Is a novel only worth study if it engages with big issues? Glyn Austen reconsiders a classic tale of '3 or 4 families in a country village'." The English Review Sept. 2005: 2+. Literature Resource Center. Web. 29 Mar. 2012.
Document URL
http://go.galegroup.com.vlib.interchange.at/ps/i.do?id=GALE%7CA136339225&v=2.1&u=wash89460&it=r&p=LitRC&sw=w
3.Hale, John K. "Arrows (and arrowroot) in Jane Austen's Emma. (Miscellany)." Persuasions: The Jane Austen Journal 23 (2001): 219+. Literature Resource Center. Web. 29 Mar. 2012.
Document URL
http://go.galegroup.com.vlib.interchange.at/ps/i.do?id=GALE%7CA89381618&v=2.1&u=wash89460&it=r&p=LitRC&sw=w
Document URL
http://go.galegroup.com.vlib.interchange.at/ps/i.do?id=GALE%7CA179934395&v=2.1&u=wash89460&it=r&p=LitRC&sw=w
2. Austen, Glyn. "Jane Austen's comedy in Emma: high art or mere triviality? Is a novel only worth study if it engages with big issues? Glyn Austen reconsiders a classic tale of '3 or 4 families in a country village'." The English Review Sept. 2005: 2+. Literature Resource Center. Web. 29 Mar. 2012.
Document URL
http://go.galegroup.com.vlib.interchange.at/ps/i.do?id=GALE%7CA136339225&v=2.1&u=wash89460&it=r&p=LitRC&sw=w
3.Hale, John K. "Arrows (and arrowroot) in Jane Austen's Emma. (Miscellany)." Persuasions: The Jane Austen Journal 23 (2001): 219+. Literature Resource Center. Web. 29 Mar. 2012.
Document URL
http://go.galegroup.com.vlib.interchange.at/ps/i.do?id=GALE%7CA89381618&v=2.1&u=wash89460&it=r&p=LitRC&sw=w
poniedziałek, 26 marca 2012
O kim mowa? Emma - Jane Austen

W Klubie Jane Austen właśnie rozpoczęła się dyskusja o Emmie Jane Austen.
A ja zamiast recenzji proponuję krótki test na sprawdzenie ile pamiętamy z książki. Quiz znajduje się też stronie Klubu, więc jeżeli chcecie możecie od razu tam przejść, albo zerknąć poniżej.
O kim mowa w podanych niżej cytatach?
Dla ułatwienia dodam, że należy spodziewać się opisu:
Emmy Woodhouse
pana Woodhouse
Izabelli Knightly, siostry Emmy
Jana Knightly, męża Izabelli
Jerzego Knightly
Panny Bates
Pani Bates
Jane Fairfax
panny Churchill, matki Franka, pierwszej żony pana Westona
pana Westona,
panny Taylor, drugiej żony pana Westona
Franka Churchilla
pana Eltona
pani Elton
pani Goddard, przełożonej pensji
panny Smith
pana Martina
Odpowiedzi w pierwszym komentarzu po postem!
A)"(...) nie potrafiła docenić swojego losu; znalazła bowiem męża o tak gorącym sercu i łagodnym usposobieniu, iż pragnął przychylić żonie nieba za to, że w swej wielkiej dobroci raczyła go pokochać; sama miała jednak charakter silny lecz nie najlepszy".
B)"(...) była wiekową damą, która nie mogła już rozbić nic zgoła poza wypiciem filiżanki herbaty i zagraniem partyjki kwadryla".
C)"Była kobietą nieładną, o silnie rozwiniętym instynkcie macierzyńskim i ciężko pracowała za młodu, uważała więc, że należy się jej od czasu do czasu chwila wytchnienia, jak na przykład do kogoś na herbatę".
D)"Prezentował się bardzo dobrze i sprawiał wrażenie rozumnego człowieka, lecz nie posiadał przy tym żadnych innych zalet".
E)"(...) wyrobiła sobie o nim bardzo wysokie pojęcie wiedziała, że ma usposobienie pogodne, charakter prawy, że jest młodzieńcem zasługującym na szacunek, przy czym nie brak mu ani rozumu, ani znajomości świata".
F)(...) mężczyzna wysoki, dystyngowany i bardzo inteligenty, wybijał się coraz bardziej w swoim zawodzie, był wzorowym mężem i ojcem i w gruncie rzeczy najzacniejszym człowiekiem, jednakże jego niezmiennie powściągliwy sposób bycia sprawiał, że nie cieszył się powszechną sympatią, umiał też niekiedy okazywać, że jest w złym humorze".
G)(...) oprócz doskonałej urody i walorów duchowych posiadała posag dość pokaźny, (...) sprawa nie bez znaczenia, (...) a także mająca znaczenie praktyczne".
H)"Był człowiekiem nerwowym, łatwo wpadał w depresję, przywiązywał się do tych, do których towarzystwa nawykł, nie cierpiał się z nimi rozstawać, ponadto nienawidził wszelkich nowości".
I)"(...) nie była to uroda klasyczna, ale niezmiernie ujmująca. Oczy ciemnoszare, o czarnych brwiach i rzęsach, którym nie można niczego zarzucić. (...) Był to typ urody, której dominującą cechą jest umiar i wytworność".
J)"Jego wysoka, silna postać, prosta jak świeca wśród masywnych kształtów i zgarbionych pleców starszych panów, musiała zdaniem Emmy przyciągać wszystkie oczy".
K)"Był bardzo przystojny: wzrost, postawa, sposób bycia, wszystko było w nim bez zarzutu, w twarzy zaś przebijała inteligencja i żywość. (...) Jego zachowanie cechowała swoboda zdradzająca wyrobienie światowe".
L)"(...) była ładną, elegancką osóbką o łagodnym i spokojnym sposobie życia, nadzwyczaj miła i tkliwa, całkowicie oddana rodzinie".
M)"(...) jest tak tak bezpośredni, żywy, niemal zbyt impulsywny, wszyscy za to go lubią, gdyż jest przy tym tak dobroduszny, ale nie należy tego naśladować".
N)"Była to bardzo ładna dziewczyna. (...) Niewielkiego wzrostu, pulchna, miała delikatną świeżą cerę, jasne włosy, regularne rysy, wyraz twarzy pełen słodyczy".
O)"Kochała wszystkich, szczęście wszystkich leżało jej na sercu, jej bystre oko umiało dostrzec zalety każdego; siebie samą uważała za istotę wyjątkowo szczęśliwą, obdarzoną widomymi oznakami łaski losu: idealną matką, dobrymi sąsiadami i przyjaciółmi, domem, gdzie nie zbywało na niczym".
P)" (...) nie była istotą o słabym charakterze; bardziej dorosła do sytuacji niż wiele innych dziewcząt na jej miejscu, miała zdrowy rozsądek, energię i siłę ducha, co rokowało nadzieję, że przetrwa zwycięsko życiowe trudności (...) Zważywszy, jak bardzo jest urodziwa, nie wydaje się zbytnio troszczyć o swoją urodę; próżność jej ma źródło w czym innym".
R) (...) była przyjaciółką i towarzyszką, jaką nieliczni tylko posiadają: inteligentna, wykształcona, pomocna, łagodna".
Subskrybuj:
Posty (Atom)