"Piszę po to, żeby przeprowadzić czytelnika przez cała skalę ludzkich emocji, tak, żeby doświadczył jakby życia w miniaturze. Życia, które jest zawarte pomiędzy okładkami książki. Chcę obudzić w czytelnikach autentyczne emocje. Nie wystarczy tylko pokazać, nie da rady wmanipulować czytelnika w odczuwanie emocji. W tym właśnie leży sztuka pisania i ja tak piszę. Nie mam pojęcia jak to robię - po prostu to robię.
To tak jak z muzyka, jeżeli już mówimy o kreatywności i skąd się to bierze. Nie rozumiem na przykład jak ludzie są w stanie tworzyć muzykę. Po prostu tego nie łapię. Nie pojmuję jak dają radę stworzyć coś nowego, kiedy już tyle utworów zostało napisanych. Nie wiem jak to robią, a jednak przecież ludzie cały czas tworzą".
"Pisanie jest ciężkie. Nawet bardzo ciężkie. Pisanie pod presją czasu to po prostu nieszczęście i jest okropne. Czy wyobrażam sobie robienie czegoś innego? Tak, pewnie, ale nie wiem co innego mógłbym robić, przynajmniej dopóki nie znalazłbym czegoś, czemu mógłbym oddać się z pasją. Aż do tego czasu będę pisał.
Pisanie zresztą pozwala mi spełniać inne pasje. Wybudowałem dom, zaangażowałem się w działalność jednej ze szkół, a także inne projekty lokalnej społeczności. Jestem w stanie robić to wszystko i nadal pisać. Mam zamiar pisać tak długo jak długo będą istniały historie warte napisania. Mam szacunek do moich czytelników. W końcu muszą oni zapracować na pieniądze, za które później kupią moją książkę i chcę, żeby była tego warta".
"Moim celem jest napisanie książki najlepszej ze wszystkich, które do tej pory stworzyłem. Rozumiem, że to niewykonalne, ale to jest moim celem tak czy inaczej".
"Inspiracje, pomysły do moich powieści mają swoje źródło w kreatywności, są skutkiem tego, że sam sobie zdaje pytania, a robię to cały czas. Inaczej mówić, to nie jest tak, że ktoś mnie inspiruje. Za każdym razem, kiedy zasiadam za biurkiem, próbuje napisać coś zupełnie nowego; staram się zaskoczyć czytelnika".
Oczywiście, że trudno jest pisać kiedy ma się dom, męża i troje dzieci. Wybór mojego męża, który postanowił zająć się domem, jest dla mnie prawdziwym błogosławieństwem. To prezent, dzięki któremu mogę pisać kiedykolwiek zechcę. Ale przez wiele lat musiałam narzucać sobie surową dyscyplinę. Piszę szybko i nie wierze w coś takiego jak blokada twórcza. Ja po prostu nie mogłam sobie pozwolić na taki luksus jak blokada twórcza. Kiedy masz tylko dwadzieścia minut, żeby coś napisać, to piszesz wszystko jedno czy czy to będzie coś warte czy trafi do śmieci. Po prostu musisz to zrobić, sprawdzisz później.
Staram się nie pisać w weekendy. Choć oczywiście kiedy jestem w połowie rozdziału, to zaglądam do pracowni, nie lubię pozostawiać moich bohaterów w zawieszeniu. Jestem pracoholiczką. Zaczynam nową książkę dzień po tym, kiedy kończę poprzednią. Pisanie to jest to, co najbardziej lubię robić. Moje dzieci dobrze o tym wiedzą. Niektórzy ludzie potrzebują medytacji, żeby się wyciszyć. Ja, kiedy nie piszę robię się nieznośna. Moja rodzina wie, że musi się dzielić mną z osobami, które tak naprawdę nie istnieją, ale które są bardzo realne dla mnie, w momencie, kiedy piszę ich historię.
Zwykle napisanie książki zajmuje mi około dziewięciu miesięcy. To zależy od ilość czasu, który poświęcam na poszukiwania materiałów. Zazwyczaj zresztą pracuję naraz nad więcej niż jednym tytułem.
Zaczynam pisać książkę, kiedy uda mi się ułożyć wspaniałe pierwsze zdanie. A potem już idzie, rozdział po rozdziale, dokładnie w takiej kolejności w jakiej czytacie później moją powieść. Mniej więc po 2/3 napisanego tekstu, to same postacie biorą w posiadanie tworząca się opowieść i czasami zaczyna ona zmierzać w zupełnie nieoczekiwanym kierunku. Oczywiście mogę próbować z nimi walczyć, ale przekonałam się już, że jeżeli to ja zwyciężam, książka jest w ostateczności nie tak dobra, jak mogłaby być. Wiem, że to brzmi dziwnie ale naprawdę myślę, że po pewnym czasie moje powieści piszą się same. Często mam wrażenie jakbym tylko zapisywała scenariusz filmowy, który dzieje się w mojej głowie, jakby to nie miało nic wspólnego z tworzeniem. Niektóre sceny zaskakują mnie samą, już po tym, kiedy je zapisałam - gapię się wtedy na ekran mojego komputera, zastanawiając się jak to się mogło stać.
Skąd się biorą moje pomysły? Zwykle od pytania, a co jeżeli: a co jeżeli chłopak po spartaczonym wspólnym samobójstwie zostanie oskarżony o morderstwo? Co jeżeli wymyślony przyjaciel małej dziewczynki okazałby się Bogiem? A co jeżeli adwokat stwierdzi, że system prawny nie jest najlepszy dla jego własnych dzieci? Tak to się właśnie zaczyna, od wielu pytań. A potem zanim się obejrzę, cała historia rozwija się w mojej głowie. Czasami natchnie mnie zdanie wypowiedziane przez kogoś innego, albo pojawi się w trakcie poszukiwania materiałów do innej książki.
Zawsze bardzo dużo czytałam i jako dziecko wcale nie chciałam być pisarką. Uważałam, że wszystko zostało już opisane. Kiedy miałam 35 albo 36 lat zdałam sobie nagle sprawę z tego, że historia, którą chciałabym przeczytać, niestety nie została jeszcze napisana. Dlatego właśnie napisałam swoją pierwsza książkę.
Jestem naprawdę dobrym czytelnikiem. Kocham czytanie. Ludzie mówią mi, że pisze dla samej siebie i to brzmi okropnie, bardzo narcystycznie. Z drugiej jednak strony, jeżeli wiesz jak czytać własne prace, mam na myślisz to, że czytasz z odpowiednim dystansem krytycznym wobec tego co piszesz, to sprawia, że stajesz się lepszym pisarzem i redaktorem. Na zajęciach z kreatywnego pisania zawsze podkreślam, jak ważne jest to, żeby nauczyć się czytać własne prace. I nie oznacza to - czytać, żeby poczuć się dumnym, ze coś się stworzyło. Nie, właśnie lepiej podejść do własnego tekstu z dystansem, tak jakby widziało się go pierwszy raz. Nie angażować się emocjonalnie, poddać go krytyce.
Zaczynam pisać przed świtem. Na początku to była konieczność. Miałam małe dzieci i musiałam znaleźć czas zanim się obudziły, a budziły się zwykle około piątej rano. Nawet kiedy dzieci dorosły, zwyczaj pozostał. Piszę ołówkiem. Dopiero potem korzystam z programu komputerowego, kiedy składam tekst, robię poprawki.
Zdarza się, że pod wpływem nagłego impulsu zaczynam pisać w różnych miejscach na tym, co akurat mam pod ręką: na rachunkach hotelowych, małych skrawkach papieru. Czuje, że po prostu muszę to napisać.
Robię bardzo dużo poprawek: poprawiam tekst sześc razy, siedem razy, trzynaście razy, tyle ile potrzeba.
Większość wypowiedzi pisarki pochodzi z wywiadu z paniami: Claudią Brodsky i Elissą Schappell.
Ostatnio na blogu Blondynki znalazłam bardzo ciekawy film z wykładem chilijskiej pisarki Isabel Allende.
Isabel Allende urodziła się w Peru w 1942 roku. Allende była spokrewniona z byłym prezydentem Chile Salvadore Allende. W trakcie przewrotu wojskowego, po którym Augusto Pinochet przejął władzę w kraju, Isabel Allende pracował jako dziennikarka. Zagrożona wyrokiem śmierci musiała uciekać do Wenezueli. Miała nadzieję, że rozłąka z mężem i dziećmi potrwa tylko kilka miesięcy i wkrótce będzie mogła wrócić do kraju. Po jakimś czasie zorientowała się jednak jak mało jest to prawdopodobne i dlatego ściągnęła do miejsca swojego wygnania również męża i dwoje dzieci. W Wenezueli rodzina mieszkała przez 13 lat. W trakcie swojej wizyty w Kalifornii Isabel spotkała pisarza Williama Gordona i zakochała się w nim. Obecnie mieszka razem ze swoim drugim mężem w San Rafael w Kalifornii. Od 2003 Isabel Allende ma amerykańskie obywatelstwo.
Kiedy czytałam wywiad z panią Allende, bardzo podobało mi się to co powiedziała o samym pisaniu. Podkreśliła, że pisanie jest właśnie tym, co kocha robić, pisząc nie myśli o zysku. Uwielbia sam proces tworzenia, składania słowa po słowie. W ten sposób powstaje jej własny świat. Jak dowiadujemy się z jednego z wywiadów, początki wcale nie były proste. Allende pracowała w szkole na dwie zmiany od godziny siódmej rano, do dziewiętnastej wieczorem. Dwanaście godzin bez przerwy. Pisała w nocy przy kuchennym blacie na małej przenośnej maszynie do pisania. Tak powstała pierwsza jej powieść: The house of the spirits. Przy drugiej The pocelain fat lady Allende dałaradę zorganizować sobie małą przestrzeń z biurkiem i kupiła elektryczną maszynę do pisania.Kiedy więc studenci skarżą się jej, że nie mają czasu na tworzenie, mówi im, że z pisaniem jest jak z zakochaniem. Zawsze znajdzie się czas dla osoby, na której ci zależy.
Obecnie Isabel Allende stara się pisać od poniedziałku do soboty, codziennie przez dziesięć godzin od dziewiątej rano, do dziewiętnastej wieczorem. Spytana o to skąd biorą się jej pomysły, odpowiedziała, że w zasadzie to nie wie. Na pewno to jak pisze wiąże się z jej wspomnieniami i tym wszystkim co przeżyła. Jej powieści są o tym wszystkim, co wydaje się jej interesujące. Jak sama mówi, nie chodzi jej ot o, żeby przekazać jakieś przesłanie, tylko po prostu opowiedzieć historię. Kiedy o czymś piszę, temat ten staje się dla niej obsesją. Nie pyta siebie dlaczego tak się dzieje. Sięga w głąb swojej duszy, wspomnień, tego co ją dotyka, aby jej książki były prawdziwe. To co ją porusza najbardziej to silne kobiety i silne uczucia takie jak miłość, przemoc, śmierć, przyjaźń, lojalność, strata, żałoba, sprawiedliwość i odkupienie.
Allende napisała dwie książki autobiograficzne. Jedna z nich Paula, jak sama przyznaje, uratowała ją przed samobójstwem. Po śmierci córki Pauli, Allendre popadła w ciężką depresję. Nawet po napisaniu książki, musiały minąć jeszcze trzy lata, zanim była w stanie napisać nową powieść. Pisanie książki Paula było dla niej szczególnie trudne. Odpowiadając na pytanie dziennikarki, Allende wspomina, że to był czas, kiedy musiała zmierzyć się z własnymi demonami. Była to próba prawdy, bowiem wtedy właśnie Allende musiała spojrzeć w głąb siebie, popatrzeć jeszcze raz na swoje życie i ludzi, których kocha. Nauczyła się czegoś nowego o sobie i teraz może powiedzieć, że w pewien subtelny sposób, dzięki pisaniu własnych wspomnień, stała się lepszym człowiekiem.
Jestem po wrażeniem niezwykłego poczucia humoru autorki i tego w jaki sposób potrafi mówić o trudnych sprawach. Zachęcam do obejrzenia filmu.
Dwa ciekawe wywiady z Isabel Allende:
http://januarymagazine.com/profiles/allende.html
http://www.feminist.com/resources/artspeech/interviews/isabelleallende.html