czwartek, 28 sierpnia 2014

Sezon burz

O "Sezonie burz" krążą w sieci skrajne opinie. Postanowiłam przekonać się sama, czy książka warta jest zakupu. I nie, nie stanie obok całej serii przygód wiedźmina Geralda z Rivii.

Postać Wiedźmina została ostatnio rozpopularyzowana przez grę komputerową, czytałam też o planach nakręcenia serialu. Postaciami z gry komputerowej zostały nawet przyozdobione okładki jednego z ostatnich wydań Sagi. Pamiętam, że na spotkaniu autorskich, w którym uczestniczyłam, pan Sapkowski nie wyglądał na zbyt zadowolonego takim rozwojem sytuacji. Nie to, żeby nie cieszył się z zysków, ze sprzedaży praw autorskich, ale martwiło go, że części młodych czytelników Gerald kojarzy się tylko z grą komputerową. Nie słyszeli o pierwowzorze. Podejrzewam, że "Sezon burz" był próbą przypomnienia o sobie.

Przebicie się przez pierwszą część książki... to była udręka. Kilkukrotnie myślałam o tym, żeby dać sobie spokój i oddać ją do biblioteki. Czułam się tak jakbym czytała mało udany debiut literacki przypadkowego fana fantasy. Te wstawki nawiązujące do teraźniejszości zupełnie tam nie pasowały. To co miało być zabawne, wcale nie było śmieszne a czasami wręcz żenujące. Czyżby sam autor męczył się niezmiernie tworząc ten tekst? Bo czytelnik zmęczył się na pewno. Potem, gdzieś tak od połowy jest już lepiej. Akcja zaczyna płynąć w miarę wartko, tak jakby pisarz przypomniał sobie jak to należy robić. Jakby pierwsza połowa, to była tylko rozgrzewka. Ale w takim razie, czy nie lepiej by było po skończeniu całości wrócić i dopracować początek? Ciekawa jestem ile osób nie dotrwało do połowy książki. Mimo wszystko mam nadzieję, że skoro Sapkowski już się rozpędził, to powstanie kolejny tom, może tym razem lepszy.

środa, 22 stycznia 2014

Przez drogi i bezdroża: podróż po nowych Chinach

Dziennikarz Peter Hessler podróżował po północnej części Chin. Odwiedzał wioski wzdłuż wielkiego Muru i małe, wyspecjalizowane przemysłowe miasteczka. Hessler bardzo dużo miejsca w swojej książce poświęca opisom dróg w Chinach. Ma to sens, ponieważ rozwój sieci dróg wiąże się oczywiście z gwałtownym rozwojem gospodarczym tego kraju. Jednak mnie przemysł motoryzacyjny średnio interesuje (a Hessler pisze nie tylko o autostradach, ale też o firmach motoryzacyjnych, wypożyczalniach samochodów, kursach na prawo jazdy, przepisach ruchu itp.), więc akurat przy tej części książki się wynudziłam.

Hessler mieszkał przez parę lat w jednej z chińskich wiosek. Miał okazje zaprzyjaźnić się z młodym przedsiębiorcą, który założył pierwszy w wiosce pensjonat. Patrzył jak jego biznes się rozwija, a i cała gospodarka  regionu powoli zmienia się na lepsze. Opisał też proces powstawania fabryki. Była to fabryka części do biustonoszy. Poznajemy jej szefów, brygadzistę i szeregowych pracowników.

Wielu Chińczyków przywiązuje wielką wagę do szczegółów przez co umyka im całość problemu. Hessler opisał na przykład reakcje ludzi, którzy zostali wysiedleni z obszarów przeznaczonych na budowę nowej zapory. Chłopi nie mają prawa do swojej ziemi, więc urzędnicy mają ułatwione zadanie. Po ogłoszeniu wysiedlenia każde gospodarstwo zostało wycenione. Brano pod uwagę długość i szerokość domu, ilość drzewek owocowych i ich wiek, stan budynków. W urzędach zaczęli pojawiać się niezadowoleni chłopi, ale nie z racji samego wysiedlenia, ale na przykład tego, że źle oszacowano  wiek drzewek mandarynkowych rosnących w ich sadach. Tymczasem sprawa samej zapory pozostawała niejasna. Nie wiadomo było kto w to zainwestował i czy na pewno przyniesie to zysk całemu regonowi. Hessler pisze, że w Chinach rocznie odbywa się kilkadziesiąt tysięcy protestów ale zawsze dotyczą one właśnie takich jednostkowych spraw, nigdy ludzie nie domagają się zmian systemowych, nie starają się wpłynąć na politykę rządu.

Hessler zwrócił tez uwagę jak bardzo Chińczycy są przesądni. Mimo tego ogromnego skoku cywilizacyjnego mocno zakorzenione są pewne nawyki i przekonania. Jest na przykład szereg zaleceń, kiedy nie należy pić płynów. Dlatego wiele osoób jest odwodnionych, bo wiernie trzymają się tym zaleceniom. Popularne jest też wróżbiarstwo i  numerologia.

Ogólnie książka warta polecenia. Chociaż mnie brakowało trochę więcej opisów życia zwykłych ludzi. Czyli tego co się dzieje w domach, a nie na drogach.

Myślę, że Hessler chciał pokazać jak zmieniają się całe Chiny, w jaki sposób działa gospodarka, a także jak rząd jest w stanie trzymać taki wielki kraj w ryzach.

wtorek, 21 stycznia 2014

Dziewczyna z poczty - Stefan Zweig

"Czyż w długie puste przedpołudnia nie marzyłam, by kiedyś wreszcie zrzucić te bezsensowne kajdanki i wycofać się z tego morderczego wyścigu z czasem? I by wreszcie odpocząć, mieć dużo, dużo czasu, a nie, jak zawsze, tylko jego porwane strzępki, tak pocięte, że można skaleczyć nimi palce".
Christine jest skromną urzędniczką. Pracuje na poczcie, gdzieś w zapadłej dziurze. Dodatkowo opiekuje się chorą matką. I liczy, przelicza, każdego dnia dokładnie sprawdza, czy wystarczy jej pieniędzy na podstawowe potrzeby. "To za drogo, za drogo" - zdanie, które prześladuje ją od czasów wojny. To wegetacja, nie życie. Bez przyszłości, nadziei, marzeń. Nagle dostaje telegram od swojej ciotki, która zaprasza ją  na urlop do luksusowego kurortu. Tam Christine z Kopciuszka zmienia się z królową balu. Na te kilka dni staje się kimś innym. Chłonie życie zachłannie, pełną piersią. Podniecenie, radość i energia zdaje się rozsadzać ją od środka. Wszystko się zmienia, wszytko od teraz będzie inne. Musi się udać, przecież los nie może być taki okrutny. A może jednak...

JEŻELI KTOŚ NIE CZYTAŁ POWIEŚCI, TO NIECH NIE CZYTA DALEJ
 !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Mimo tego, że interpretacja zakończenia zależy chyba od nastawienia do życia czytelnika, a moje jest całkiem optymistyczne, to lektura ta zastawiała ciężki, depresyjny osad. Sprawiły to opisy, wspaniałe zresztą, życia w beznadziei i rozpaczy. Mimo, że to lata dwudzieste ubiegłego wieku, to opowieść Ferdinanda o swoich wędrówkach od pracodawcy do pracodawcy, wystawaniu w kolejkach w urzędzie pracy brzmią i dzisiaj znajomo. Myślę też, że nie ma znaczenia czy Christinie i Ferdinandowi się udało. Czy ukryli się we Francji i żyli długo i szczęśliwie, czy może oboje zakończyli życie w jakimś hotelu, a może jeszcze w pociągu. Ważne, że w ogóle spróbowali. Dali sobie nadzieję. To jest najważniejsze. Czy książka "Dziewczyna z poczty" chwali pracowitość i prawość? Nie w żadnym wypadku, nie. Raczej zdaje się potwierdzać teorie, że pierwszy milion trzeba ukraść. Jest może pochwałą życia rodzinnego? Nie bardzo. Scena w której rodzina przychodzi na pogrzeb z pustymi torbami na rzeczy matki jest bardzo wymowna. Nie przypominam sobie, żeby w powieści gdzieś było wspomniane, że rodzeństwo pomagało Christinie w opiece nad matką, ale po jej śmierci zgłosili się po te resztki z jej majątku. A może czystości i cnoty? Jak widać na przykładzie ciotki Christine też nie bardzo. W końcu ta dorobiła się majątku uwodząc żonatego mężczyznę. Sama zresztą zachowała się wobec swojej siostrzenicy jak dobra pani z opowiadania Elizy Orzeszkowej. To może jest to powieść o sile miłości? Może trochę. Nie wiadomo na ile chodzi o siłę uczucia, a na ile o lęk przed samotnością. Niech więc będzie, że chodzi o pokrewieństwo dusz, o wspólne bycie ze sobą.

Myślę, że poszukam kolejnej powieści Zweiga, choć może nie od razu. Dam sobie chwilę wytchnienia.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Czarostatki i parodzieje - spotkanie z Pawłem Pawlakiem

W sobotę byłam na spotkaniu z panem Pawłem Pawlakiem, które odbyło się w ramach Salonu Ciekawej Książki organizowanej corocznie w Łodzi. Była ku temu okazja, bowiem niedawno ukazały się "Czarostatki i parodzieje", książka obrazkowa z małą ilością tekstu. Kiedy ją kupowałam miałam nadzieję, że tekstu nie ma w niej wcale. Autor zdecydowała się jednak na małe wprowadzenie w akcję, na kilku stronach przed stroną tytułową. "To takie intro jak w Bondzie" - miał powiedzieć mały chłopiec w czasie rozmowy z autorem.

W trakcie spotkania dowidziałam się, że miała być to książka o chmurach. Pan Pawlak po prostu chciał namalować chmury, taką miał potrzebę. Chmury są piękne, układają się w różne kształty. Trzeba było tylko wymyślić do tego historię. Potem pojawiła się Zosia i jej ulubiona maskotka owieczka Tosia. W książce jest informacja, że opowieść ta jest oparta na prawdziwych wydarzeniach. Bo i Zosia jest prawdziwa i naprawdę zginęła jej ulubiona maskotka, zresztą prezent od państwa Pawlaków. Rozpacz dziewczynki był wielka, trwały gorączkowe poszukiwania. W końcu Tosia odnalazła się w przedszkolu, upchana do sąsiedniej szafki.

Czarostatki to niezwykłe latające obiekty, olbrzymy z kominami na plecach. Był też pomysł na porodzieje, ale w końcu wypadł z książeczki.

  
 Tak miały (mieli?) wyglądać parodzieje.

 Bardzo spodobał mi się sposób w jaki autor Czarostatków prowadził spotkanie. Przyniósł zagraniczne publikacje, które go zainspirowały. Były to książki obrazkowe bez słów. Pięknie namalowane historie.  Pokazał też wstępne szkice, także te, które nie znalazły się w książce. Opowiadał dlaczego zrezygnował z niektórych pomysłów, jak historia się zmieniała. Wspaniale było tak podejrzeć warsztat, znanego przecież na całym świecie,  ilustratora. Tutaj można podejrzeć ilustracje z książki.

"Czarostatki i parodzieje" wydało wydawnictwo Tatarak. Polecam na prezent do wspólnego opowiadania. 





piątek, 1 listopada 2013

Pasażerka ciszy - Fabienne Verdier

Wspaniała książka. Ciekawa, napisana pięknym językiem. To wspomnienia z Chin malarki Fabienne Verdier. Autorka spędziła tam 10 lat. Fabienne początkowo studiowała we Francji. Interesowała się malarstwem przyrody i kaligrafią. Znajomy ciotki poradził jej, że powinna uczyć się w Chinach, kraju o bogatej tradycji kaligrafii. Fabienne nauczyła się trochę po mandaryńsku, poznała pobieżnie historię Chin i zaczęła starać się o stypendium. Udało się. Nie mogła doczekać się wyjazdu.

"Wyjeżdżałam do kraju literatów i malarzy, kraju wyrafinowania i poezji, mądrości i wyszukanej kuchni" (1).

Podróż rozpoczęła się od trudności. Już po tym, co ją spotkało w czasie międzylądowania w Pakistanie większość z nas wróciła by do domu. Ale Fabienne była zdeterminowana. Dotarła do Pekinu, a potem do Syczuanu, gdzie podjęła studia. Nie była przygotowana na spartańskie warunki jakie zastała w domu studenta, mimo, że przecież była uprzywilejowana. Jedyna zagraniczna studentka w Syczuanie. Partia obserwowała ja cały czas, innym studentom nie wolno było z nią rozmawiać, miała zakaz uczenia się miejscowego języka. Wszyscy liczyli, ze szybko się podda i wyjedzie. Tymczasem Fabienne skończyła 6-letnie studia. Pomimo wszytko, mimo choroby, izolacji, trudnych warunków życia. Odnalazła też swojego mistrza kaligrafii. Kiedy czytałam wspomnienia z zajęć z mistrzem Huangiem przypomniały mi się hollywoodzkie filmy o mistrzach kung-fu i ich uczniach. Gdzieś na końcu świata, żyjący w ascezie wielcy wojownicy przekazują swoją tajemna wiedzę wybranym. Tutaj też wyglądało to podobnie, tyle, że wydarzyło się naprawdę. Huang zgodził się uczyć Fabienne, ale tylko wtedy jeżeli nauka ta potrwa dziesięć lat. Lata studiowania technik kaligrafii, podstaw chińskiej myśli i filozofii.

Fabienne opowiada o drodze, którą przeszła, aby stać się dojrzałą malarką, o ludziach, których spotkała. Bo Chiny, do których dotarła nie były krajem z jej wyobrażeń. To były Chiny po Rewolucji Kulturalnej, kiedy to niszczono wszystko co powstało wcześniej, a uczeni, artyści, intelektualiści były prześladowani, niszczeni psychicznie i fizycznie. Fabienne odwiedziła wielu takich zapomnianych, skrzywdzonych artystów. Wokoło widziała potworną biedę, z pobliskiej wyspy słychać było huk wystrzałów zbiorowych egzekucji kryminalistów, których niekiedy jedyną zbrodnią było ukradzenie dwóch melonów. Mimo tego Fabienne nadal wierzyła w siłę i sens tworzenia piękna, zachowując pokorę wobec życia.

"Często słyszę pytania, jak przez długie lata spędzone w Chinach zdołałam znieść tak trudne warunki, dlaczego nie wyjechałam stamtąd jak wielu innych [...] Różnica polega na wytrwałości, żelaznej woli kontynuowania. Jedni, zadowoleni, zatrzymują się w połowie drogi; drudzy nadal poszukują, aż znajdą [...] W Chinach wykształciłam się w pewnym stylu malarskim, ale być może przede wszystkim ukształtowałam swój umysł, nauczyłam się nim kierować, aby wreszcie wydorośleć" (2).


1. Pasażerka ciszy: dziesięć lat w Chinach / Fabienne Verdier. Warszawa: WAB, 2007. s. 23
2. Pasażerka ciszy: dziesięć lat w Chinach / Fabienne Verdier. Warszawa: WAB, 2007. s. 290-291. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...