środa, 22 stycznia 2014

Przez drogi i bezdroża: podróż po nowych Chinach

Dziennikarz Peter Hessler podróżował po północnej części Chin. Odwiedzał wioski wzdłuż wielkiego Muru i małe, wyspecjalizowane przemysłowe miasteczka. Hessler bardzo dużo miejsca w swojej książce poświęca opisom dróg w Chinach. Ma to sens, ponieważ rozwój sieci dróg wiąże się oczywiście z gwałtownym rozwojem gospodarczym tego kraju. Jednak mnie przemysł motoryzacyjny średnio interesuje (a Hessler pisze nie tylko o autostradach, ale też o firmach motoryzacyjnych, wypożyczalniach samochodów, kursach na prawo jazdy, przepisach ruchu itp.), więc akurat przy tej części książki się wynudziłam.

Hessler mieszkał przez parę lat w jednej z chińskich wiosek. Miał okazje zaprzyjaźnić się z młodym przedsiębiorcą, który założył pierwszy w wiosce pensjonat. Patrzył jak jego biznes się rozwija, a i cała gospodarka  regionu powoli zmienia się na lepsze. Opisał też proces powstawania fabryki. Była to fabryka części do biustonoszy. Poznajemy jej szefów, brygadzistę i szeregowych pracowników.

Wielu Chińczyków przywiązuje wielką wagę do szczegółów przez co umyka im całość problemu. Hessler opisał na przykład reakcje ludzi, którzy zostali wysiedleni z obszarów przeznaczonych na budowę nowej zapory. Chłopi nie mają prawa do swojej ziemi, więc urzędnicy mają ułatwione zadanie. Po ogłoszeniu wysiedlenia każde gospodarstwo zostało wycenione. Brano pod uwagę długość i szerokość domu, ilość drzewek owocowych i ich wiek, stan budynków. W urzędach zaczęli pojawiać się niezadowoleni chłopi, ale nie z racji samego wysiedlenia, ale na przykład tego, że źle oszacowano  wiek drzewek mandarynkowych rosnących w ich sadach. Tymczasem sprawa samej zapory pozostawała niejasna. Nie wiadomo było kto w to zainwestował i czy na pewno przyniesie to zysk całemu regonowi. Hessler pisze, że w Chinach rocznie odbywa się kilkadziesiąt tysięcy protestów ale zawsze dotyczą one właśnie takich jednostkowych spraw, nigdy ludzie nie domagają się zmian systemowych, nie starają się wpłynąć na politykę rządu.

Hessler zwrócił tez uwagę jak bardzo Chińczycy są przesądni. Mimo tego ogromnego skoku cywilizacyjnego mocno zakorzenione są pewne nawyki i przekonania. Jest na przykład szereg zaleceń, kiedy nie należy pić płynów. Dlatego wiele osoób jest odwodnionych, bo wiernie trzymają się tym zaleceniom. Popularne jest też wróżbiarstwo i  numerologia.

Ogólnie książka warta polecenia. Chociaż mnie brakowało trochę więcej opisów życia zwykłych ludzi. Czyli tego co się dzieje w domach, a nie na drogach.

Myślę, że Hessler chciał pokazać jak zmieniają się całe Chiny, w jaki sposób działa gospodarka, a także jak rząd jest w stanie trzymać taki wielki kraj w ryzach.

wtorek, 21 stycznia 2014

Dziewczyna z poczty - Stefan Zweig

"Czyż w długie puste przedpołudnia nie marzyłam, by kiedyś wreszcie zrzucić te bezsensowne kajdanki i wycofać się z tego morderczego wyścigu z czasem? I by wreszcie odpocząć, mieć dużo, dużo czasu, a nie, jak zawsze, tylko jego porwane strzępki, tak pocięte, że można skaleczyć nimi palce".
Christine jest skromną urzędniczką. Pracuje na poczcie, gdzieś w zapadłej dziurze. Dodatkowo opiekuje się chorą matką. I liczy, przelicza, każdego dnia dokładnie sprawdza, czy wystarczy jej pieniędzy na podstawowe potrzeby. "To za drogo, za drogo" - zdanie, które prześladuje ją od czasów wojny. To wegetacja, nie życie. Bez przyszłości, nadziei, marzeń. Nagle dostaje telegram od swojej ciotki, która zaprasza ją  na urlop do luksusowego kurortu. Tam Christine z Kopciuszka zmienia się z królową balu. Na te kilka dni staje się kimś innym. Chłonie życie zachłannie, pełną piersią. Podniecenie, radość i energia zdaje się rozsadzać ją od środka. Wszystko się zmienia, wszytko od teraz będzie inne. Musi się udać, przecież los nie może być taki okrutny. A może jednak...

JEŻELI KTOŚ NIE CZYTAŁ POWIEŚCI, TO NIECH NIE CZYTA DALEJ
 !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Mimo tego, że interpretacja zakończenia zależy chyba od nastawienia do życia czytelnika, a moje jest całkiem optymistyczne, to lektura ta zastawiała ciężki, depresyjny osad. Sprawiły to opisy, wspaniałe zresztą, życia w beznadziei i rozpaczy. Mimo, że to lata dwudzieste ubiegłego wieku, to opowieść Ferdinanda o swoich wędrówkach od pracodawcy do pracodawcy, wystawaniu w kolejkach w urzędzie pracy brzmią i dzisiaj znajomo. Myślę też, że nie ma znaczenia czy Christinie i Ferdinandowi się udało. Czy ukryli się we Francji i żyli długo i szczęśliwie, czy może oboje zakończyli życie w jakimś hotelu, a może jeszcze w pociągu. Ważne, że w ogóle spróbowali. Dali sobie nadzieję. To jest najważniejsze. Czy książka "Dziewczyna z poczty" chwali pracowitość i prawość? Nie w żadnym wypadku, nie. Raczej zdaje się potwierdzać teorie, że pierwszy milion trzeba ukraść. Jest może pochwałą życia rodzinnego? Nie bardzo. Scena w której rodzina przychodzi na pogrzeb z pustymi torbami na rzeczy matki jest bardzo wymowna. Nie przypominam sobie, żeby w powieści gdzieś było wspomniane, że rodzeństwo pomagało Christinie w opiece nad matką, ale po jej śmierci zgłosili się po te resztki z jej majątku. A może czystości i cnoty? Jak widać na przykładzie ciotki Christine też nie bardzo. W końcu ta dorobiła się majątku uwodząc żonatego mężczyznę. Sama zresztą zachowała się wobec swojej siostrzenicy jak dobra pani z opowiadania Elizy Orzeszkowej. To może jest to powieść o sile miłości? Może trochę. Nie wiadomo na ile chodzi o siłę uczucia, a na ile o lęk przed samotnością. Niech więc będzie, że chodzi o pokrewieństwo dusz, o wspólne bycie ze sobą.

Myślę, że poszukam kolejnej powieści Zweiga, choć może nie od razu. Dam sobie chwilę wytchnienia.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Czarostatki i parodzieje - spotkanie z Pawłem Pawlakiem

W sobotę byłam na spotkaniu z panem Pawłem Pawlakiem, które odbyło się w ramach Salonu Ciekawej Książki organizowanej corocznie w Łodzi. Była ku temu okazja, bowiem niedawno ukazały się "Czarostatki i parodzieje", książka obrazkowa z małą ilością tekstu. Kiedy ją kupowałam miałam nadzieję, że tekstu nie ma w niej wcale. Autor zdecydowała się jednak na małe wprowadzenie w akcję, na kilku stronach przed stroną tytułową. "To takie intro jak w Bondzie" - miał powiedzieć mały chłopiec w czasie rozmowy z autorem.

W trakcie spotkania dowidziałam się, że miała być to książka o chmurach. Pan Pawlak po prostu chciał namalować chmury, taką miał potrzebę. Chmury są piękne, układają się w różne kształty. Trzeba było tylko wymyślić do tego historię. Potem pojawiła się Zosia i jej ulubiona maskotka owieczka Tosia. W książce jest informacja, że opowieść ta jest oparta na prawdziwych wydarzeniach. Bo i Zosia jest prawdziwa i naprawdę zginęła jej ulubiona maskotka, zresztą prezent od państwa Pawlaków. Rozpacz dziewczynki był wielka, trwały gorączkowe poszukiwania. W końcu Tosia odnalazła się w przedszkolu, upchana do sąsiedniej szafki.

Czarostatki to niezwykłe latające obiekty, olbrzymy z kominami na plecach. Był też pomysł na porodzieje, ale w końcu wypadł z książeczki.

  
 Tak miały (mieli?) wyglądać parodzieje.

 Bardzo spodobał mi się sposób w jaki autor Czarostatków prowadził spotkanie. Przyniósł zagraniczne publikacje, które go zainspirowały. Były to książki obrazkowe bez słów. Pięknie namalowane historie.  Pokazał też wstępne szkice, także te, które nie znalazły się w książce. Opowiadał dlaczego zrezygnował z niektórych pomysłów, jak historia się zmieniała. Wspaniale było tak podejrzeć warsztat, znanego przecież na całym świecie,  ilustratora. Tutaj można podejrzeć ilustracje z książki.

"Czarostatki i parodzieje" wydało wydawnictwo Tatarak. Polecam na prezent do wspólnego opowiadania. 





piątek, 1 listopada 2013

Pasażerka ciszy - Fabienne Verdier

Wspaniała książka. Ciekawa, napisana pięknym językiem. To wspomnienia z Chin malarki Fabienne Verdier. Autorka spędziła tam 10 lat. Fabienne początkowo studiowała we Francji. Interesowała się malarstwem przyrody i kaligrafią. Znajomy ciotki poradził jej, że powinna uczyć się w Chinach, kraju o bogatej tradycji kaligrafii. Fabienne nauczyła się trochę po mandaryńsku, poznała pobieżnie historię Chin i zaczęła starać się o stypendium. Udało się. Nie mogła doczekać się wyjazdu.

"Wyjeżdżałam do kraju literatów i malarzy, kraju wyrafinowania i poezji, mądrości i wyszukanej kuchni" (1).

Podróż rozpoczęła się od trudności. Już po tym, co ją spotkało w czasie międzylądowania w Pakistanie większość z nas wróciła by do domu. Ale Fabienne była zdeterminowana. Dotarła do Pekinu, a potem do Syczuanu, gdzie podjęła studia. Nie była przygotowana na spartańskie warunki jakie zastała w domu studenta, mimo, że przecież była uprzywilejowana. Jedyna zagraniczna studentka w Syczuanie. Partia obserwowała ja cały czas, innym studentom nie wolno było z nią rozmawiać, miała zakaz uczenia się miejscowego języka. Wszyscy liczyli, ze szybko się podda i wyjedzie. Tymczasem Fabienne skończyła 6-letnie studia. Pomimo wszytko, mimo choroby, izolacji, trudnych warunków życia. Odnalazła też swojego mistrza kaligrafii. Kiedy czytałam wspomnienia z zajęć z mistrzem Huangiem przypomniały mi się hollywoodzkie filmy o mistrzach kung-fu i ich uczniach. Gdzieś na końcu świata, żyjący w ascezie wielcy wojownicy przekazują swoją tajemna wiedzę wybranym. Tutaj też wyglądało to podobnie, tyle, że wydarzyło się naprawdę. Huang zgodził się uczyć Fabienne, ale tylko wtedy jeżeli nauka ta potrwa dziesięć lat. Lata studiowania technik kaligrafii, podstaw chińskiej myśli i filozofii.

Fabienne opowiada o drodze, którą przeszła, aby stać się dojrzałą malarką, o ludziach, których spotkała. Bo Chiny, do których dotarła nie były krajem z jej wyobrażeń. To były Chiny po Rewolucji Kulturalnej, kiedy to niszczono wszystko co powstało wcześniej, a uczeni, artyści, intelektualiści były prześladowani, niszczeni psychicznie i fizycznie. Fabienne odwiedziła wielu takich zapomnianych, skrzywdzonych artystów. Wokoło widziała potworną biedę, z pobliskiej wyspy słychać było huk wystrzałów zbiorowych egzekucji kryminalistów, których niekiedy jedyną zbrodnią było ukradzenie dwóch melonów. Mimo tego Fabienne nadal wierzyła w siłę i sens tworzenia piękna, zachowując pokorę wobec życia.

"Często słyszę pytania, jak przez długie lata spędzone w Chinach zdołałam znieść tak trudne warunki, dlaczego nie wyjechałam stamtąd jak wielu innych [...] Różnica polega na wytrwałości, żelaznej woli kontynuowania. Jedni, zadowoleni, zatrzymują się w połowie drogi; drudzy nadal poszukują, aż znajdą [...] W Chinach wykształciłam się w pewnym stylu malarskim, ale być może przede wszystkim ukształtowałam swój umysł, nauczyłam się nim kierować, aby wreszcie wydorośleć" (2).


1. Pasażerka ciszy: dziesięć lat w Chinach / Fabienne Verdier. Warszawa: WAB, 2007. s. 23
2. Pasażerka ciszy: dziesięć lat w Chinach / Fabienne Verdier. Warszawa: WAB, 2007. s. 290-291. 

środa, 14 sierpnia 2013

1Q84 - Haruki Murakami

"[...] książka musi mieć coś, czego ja nie potrafię do końca zrozumieć. Bo wiesz, ja wśród powieści najbardziej cenię te, których nie mogę do końca zrozumieć. To, co potrafię zrozumieć, ani trochę mnie nie interesuję. To oczywiste, nie? Prosta sprawa" (1).

Zazwyczaj powieści z rodzaju realizmu magicznego bywają interesujące na początku, ale gdzieś tak w połowie zaczynam się nudzić.  Tym razem tak nie było. Pochłonęłam te ponad tysiąc stron w 6 dni, poświęcając na to każdą wolną chwilę. Zacytowałam ten konkretny fragment, bo kiedy do niego natrafiłam, postanowiłam potraktować go jako wskazówkę. Przygotowałam się na skomplikowaną fabułę, ale na szczęście książkę czytało się lekko. Nie jest to powieść dla każdego. Znam dwie osoby, miłośników fantastyki zresztą, które w trakcie naszej rozmowy powiedziały, że "tego nie da się czytać". Owszem, da się, tylko trzeba się przygotować na pewną konwencję.

 "Ta historia była jak fantastyczna bajka, lecz pod jej powierzchnią płynął niewidzialny, silny i ciemny nurt (2).

W realizmie magicznym świat rzeczywisty miesza się z elementami jak ze snu (może to też być koszmar). 1Q84 w niektórych momentach przypominała mi filmy Davida Lyncha. Na pozór wszystko wygląda tak jak powinno, aż tu nagle wyskakuje karzeł, nie dosłownie oczywiście. W 1Q84 taką rolę pełnią Mali Ludzie. Brzmi bajkowo? Tak naprawdę, to książka porusza poważne tematy: przemoc wobec kobiet, sekciarstwo. Występujące w powieści organizacje: Zbór Świadków, Akebono, Sakigake przypominają istniejące sekty i kościoły. Mali Ludzie są odpowiedzią na Big Brothera z powieści Georga Orwella. Wspaniałe w tej powieści jest to, że każda z pierwszoplanowych postaci ma za sobą ciekawą historię. To złożone charaktery, a przez to bardzo interesujące.

Ostatnio nabrałam dobrego, jak się okazuje, nawyku nie czytania opisów z okładki przed skończeniem książki. Nawet jeżeli jakieś zdarzenie występuję na początku powieści, to wcale nie oznacza, że należy o tym "trąbić" w opisie. Ja tam lubię być zaskakiwana. Podobny problem jest zresztą z recenzjami. Ja zawsze staram się tak pisać, żeby jak najmniej zdradzić. Więc jeżeli zamierzacie przymierzyć się do czytania 1Q84, to nie czytajcie opisów z okładki. Opis z pierwszego tomu zdradza początek, z drugiego koniec (!) i podaje nieprawdziwe informacje co do świata powieści, o czym później, a ostatni naprowadza czytelnika w jakim kierunku będzie postępować akcja. Nieładnie, oj nieładnie. Dobrze, ale muszę choć trochę  napisać, o czym właściwie jest ta książka.

Mamy dwa światy: 1984 (nawiązanie do powieści Orwella) i 1Q84 (q jak question). Nie są to światy alternatywne, wbrew temu co napisali na okładce! Najlepiej tłumaczy to Leader Akebono:

"To nie jest żaden równoległy świat. To nie jest tak, że gdzieś tam jest rok 1984, a to jest jego odgałęzienie, rok 1Q84, i rozwija się równolegle. Roku 1984 już nigdzie nie ma. I dla ciebie, i dla mnie teraz istnieje już tylko jeden czas w roku 1Q84"(3). 

 Leader porównuje czas do toru jazdy pociągu. W pewnym momencie maszynista myli się i przekłada zwrotnice nie na ten tor co potrzeba. Ten właściwy biegnie tuż obok. Z pociągu widać te same krajobrazy, ale jednak nasz pociąg pojechał innym torem. Subtelna różnica, ale znamienna w skutkach.

Bohaterami pierwszych dwóch tomów (w trzecim dochodzi jeszcze jedna osoba) są Tengo - pisarz i matematyk, oraz Aomame, instruktorka w klubie fitness. Ich opowieści przeplatają się.  Aomame jadąc taksówką przez zakorkowaną autostradę  robi coś nieoczywistego i nagle wiadomo, że coś się zmieniło w rzeczywistości. Na początku jej życie biegnie utartym torem, do czasu...

Tengo prowadzi spokojnie kawalerskie życie. Pisze do szuflady, nigdy nie publikuje. Pewnego dnia zaprzyjaźniony redaktor składa mu niezwykłą propozycje. Ma poprawić powieść napisaną przez siedemnastolatkę, o dziwnym tytule "Powietrzna poczwarka". Wkrótce autor poznaje samą autorkę Fukaeri. Dziewczyna jest trochę dziwna. Może nawet wygląda na trochę opóźnioną, przy tym jest bardzo ładna, taką oryginalną, niepokojącą urodą. Ona też, mimo, że taka młoda, ma ciekawą przeszłość. Tengo zafascynowany  "Powietrzna poczwarką" poznaje powoli historię życia Fukaerii, i  banalnie napiszę, że okazuje się, że niektórych historii może lepiej nie poznawać.



(1) 1Q84. T.1 / Haruki Murakami. Warszawa : Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, 2010, s. 34.
(2) 1Q84. T.2 / Haruki Murakami. Warszawa : Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, 2010, s. 335.

(3) 1Q84. T.2 / Haruki Murakami. Warszawa : Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, 2010, s. 223.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...