piątek, 1 listopada 2013

Pasażerka ciszy - Fabienne Verdier

Wspaniała książka. Ciekawa, napisana pięknym językiem. To wspomnienia z Chin malarki Fabienne Verdier. Autorka spędziła tam 10 lat. Fabienne początkowo studiowała we Francji. Interesowała się malarstwem przyrody i kaligrafią. Znajomy ciotki poradził jej, że powinna uczyć się w Chinach, kraju o bogatej tradycji kaligrafii. Fabienne nauczyła się trochę po mandaryńsku, poznała pobieżnie historię Chin i zaczęła starać się o stypendium. Udało się. Nie mogła doczekać się wyjazdu.

"Wyjeżdżałam do kraju literatów i malarzy, kraju wyrafinowania i poezji, mądrości i wyszukanej kuchni" (1).

Podróż rozpoczęła się od trudności. Już po tym, co ją spotkało w czasie międzylądowania w Pakistanie większość z nas wróciła by do domu. Ale Fabienne była zdeterminowana. Dotarła do Pekinu, a potem do Syczuanu, gdzie podjęła studia. Nie była przygotowana na spartańskie warunki jakie zastała w domu studenta, mimo, że przecież była uprzywilejowana. Jedyna zagraniczna studentka w Syczuanie. Partia obserwowała ja cały czas, innym studentom nie wolno było z nią rozmawiać, miała zakaz uczenia się miejscowego języka. Wszyscy liczyli, ze szybko się podda i wyjedzie. Tymczasem Fabienne skończyła 6-letnie studia. Pomimo wszytko, mimo choroby, izolacji, trudnych warunków życia. Odnalazła też swojego mistrza kaligrafii. Kiedy czytałam wspomnienia z zajęć z mistrzem Huangiem przypomniały mi się hollywoodzkie filmy o mistrzach kung-fu i ich uczniach. Gdzieś na końcu świata, żyjący w ascezie wielcy wojownicy przekazują swoją tajemna wiedzę wybranym. Tutaj też wyglądało to podobnie, tyle, że wydarzyło się naprawdę. Huang zgodził się uczyć Fabienne, ale tylko wtedy jeżeli nauka ta potrwa dziesięć lat. Lata studiowania technik kaligrafii, podstaw chińskiej myśli i filozofii.

Fabienne opowiada o drodze, którą przeszła, aby stać się dojrzałą malarką, o ludziach, których spotkała. Bo Chiny, do których dotarła nie były krajem z jej wyobrażeń. To były Chiny po Rewolucji Kulturalnej, kiedy to niszczono wszystko co powstało wcześniej, a uczeni, artyści, intelektualiści były prześladowani, niszczeni psychicznie i fizycznie. Fabienne odwiedziła wielu takich zapomnianych, skrzywdzonych artystów. Wokoło widziała potworną biedę, z pobliskiej wyspy słychać było huk wystrzałów zbiorowych egzekucji kryminalistów, których niekiedy jedyną zbrodnią było ukradzenie dwóch melonów. Mimo tego Fabienne nadal wierzyła w siłę i sens tworzenia piękna, zachowując pokorę wobec życia.

"Często słyszę pytania, jak przez długie lata spędzone w Chinach zdołałam znieść tak trudne warunki, dlaczego nie wyjechałam stamtąd jak wielu innych [...] Różnica polega na wytrwałości, żelaznej woli kontynuowania. Jedni, zadowoleni, zatrzymują się w połowie drogi; drudzy nadal poszukują, aż znajdą [...] W Chinach wykształciłam się w pewnym stylu malarskim, ale być może przede wszystkim ukształtowałam swój umysł, nauczyłam się nim kierować, aby wreszcie wydorośleć" (2).


1. Pasażerka ciszy: dziesięć lat w Chinach / Fabienne Verdier. Warszawa: WAB, 2007. s. 23
2. Pasażerka ciszy: dziesięć lat w Chinach / Fabienne Verdier. Warszawa: WAB, 2007. s. 290-291. 

środa, 14 sierpnia 2013

1Q84 - Haruki Murakami

"[...] książka musi mieć coś, czego ja nie potrafię do końca zrozumieć. Bo wiesz, ja wśród powieści najbardziej cenię te, których nie mogę do końca zrozumieć. To, co potrafię zrozumieć, ani trochę mnie nie interesuję. To oczywiste, nie? Prosta sprawa" (1).

Zazwyczaj powieści z rodzaju realizmu magicznego bywają interesujące na początku, ale gdzieś tak w połowie zaczynam się nudzić.  Tym razem tak nie było. Pochłonęłam te ponad tysiąc stron w 6 dni, poświęcając na to każdą wolną chwilę. Zacytowałam ten konkretny fragment, bo kiedy do niego natrafiłam, postanowiłam potraktować go jako wskazówkę. Przygotowałam się na skomplikowaną fabułę, ale na szczęście książkę czytało się lekko. Nie jest to powieść dla każdego. Znam dwie osoby, miłośników fantastyki zresztą, które w trakcie naszej rozmowy powiedziały, że "tego nie da się czytać". Owszem, da się, tylko trzeba się przygotować na pewną konwencję.

 "Ta historia była jak fantastyczna bajka, lecz pod jej powierzchnią płynął niewidzialny, silny i ciemny nurt (2).

W realizmie magicznym świat rzeczywisty miesza się z elementami jak ze snu (może to też być koszmar). 1Q84 w niektórych momentach przypominała mi filmy Davida Lyncha. Na pozór wszystko wygląda tak jak powinno, aż tu nagle wyskakuje karzeł, nie dosłownie oczywiście. W 1Q84 taką rolę pełnią Mali Ludzie. Brzmi bajkowo? Tak naprawdę, to książka porusza poważne tematy: przemoc wobec kobiet, sekciarstwo. Występujące w powieści organizacje: Zbór Świadków, Akebono, Sakigake przypominają istniejące sekty i kościoły. Mali Ludzie są odpowiedzią na Big Brothera z powieści Georga Orwella. Wspaniałe w tej powieści jest to, że każda z pierwszoplanowych postaci ma za sobą ciekawą historię. To złożone charaktery, a przez to bardzo interesujące.

Ostatnio nabrałam dobrego, jak się okazuje, nawyku nie czytania opisów z okładki przed skończeniem książki. Nawet jeżeli jakieś zdarzenie występuję na początku powieści, to wcale nie oznacza, że należy o tym "trąbić" w opisie. Ja tam lubię być zaskakiwana. Podobny problem jest zresztą z recenzjami. Ja zawsze staram się tak pisać, żeby jak najmniej zdradzić. Więc jeżeli zamierzacie przymierzyć się do czytania 1Q84, to nie czytajcie opisów z okładki. Opis z pierwszego tomu zdradza początek, z drugiego koniec (!) i podaje nieprawdziwe informacje co do świata powieści, o czym później, a ostatni naprowadza czytelnika w jakim kierunku będzie postępować akcja. Nieładnie, oj nieładnie. Dobrze, ale muszę choć trochę  napisać, o czym właściwie jest ta książka.

Mamy dwa światy: 1984 (nawiązanie do powieści Orwella) i 1Q84 (q jak question). Nie są to światy alternatywne, wbrew temu co napisali na okładce! Najlepiej tłumaczy to Leader Akebono:

"To nie jest żaden równoległy świat. To nie jest tak, że gdzieś tam jest rok 1984, a to jest jego odgałęzienie, rok 1Q84, i rozwija się równolegle. Roku 1984 już nigdzie nie ma. I dla ciebie, i dla mnie teraz istnieje już tylko jeden czas w roku 1Q84"(3). 

 Leader porównuje czas do toru jazdy pociągu. W pewnym momencie maszynista myli się i przekłada zwrotnice nie na ten tor co potrzeba. Ten właściwy biegnie tuż obok. Z pociągu widać te same krajobrazy, ale jednak nasz pociąg pojechał innym torem. Subtelna różnica, ale znamienna w skutkach.

Bohaterami pierwszych dwóch tomów (w trzecim dochodzi jeszcze jedna osoba) są Tengo - pisarz i matematyk, oraz Aomame, instruktorka w klubie fitness. Ich opowieści przeplatają się.  Aomame jadąc taksówką przez zakorkowaną autostradę  robi coś nieoczywistego i nagle wiadomo, że coś się zmieniło w rzeczywistości. Na początku jej życie biegnie utartym torem, do czasu...

Tengo prowadzi spokojnie kawalerskie życie. Pisze do szuflady, nigdy nie publikuje. Pewnego dnia zaprzyjaźniony redaktor składa mu niezwykłą propozycje. Ma poprawić powieść napisaną przez siedemnastolatkę, o dziwnym tytule "Powietrzna poczwarka". Wkrótce autor poznaje samą autorkę Fukaeri. Dziewczyna jest trochę dziwna. Może nawet wygląda na trochę opóźnioną, przy tym jest bardzo ładna, taką oryginalną, niepokojącą urodą. Ona też, mimo, że taka młoda, ma ciekawą przeszłość. Tengo zafascynowany  "Powietrzna poczwarką" poznaje powoli historię życia Fukaerii, i  banalnie napiszę, że okazuje się, że niektórych historii może lepiej nie poznawać.



(1) 1Q84. T.1 / Haruki Murakami. Warszawa : Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, 2010, s. 34.
(2) 1Q84. T.2 / Haruki Murakami. Warszawa : Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, 2010, s. 335.

(3) 1Q84. T.2 / Haruki Murakami. Warszawa : Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, 2010, s. 223.

środa, 17 lipca 2013

Najlepsze seriale detektywistyczne

Postanowiłam napisać ten post z kilku powodów. Przede wszystkim dla samej siebie, żeby mogła w każdej chwili sobie przypomnieć, co już widziałam, albo który serial próbowałam oglądać, ale nie do końca mi odpowiadał. Po drugie dla osób takich jak ja, które bezskutecznie szukały propozycji dobrych seriali detektywistycznych na polskich forach internetowych. Po trzecie mam nadzieje, że znajdzie się osoba, która po obejrzeniu mojej listy, odnajdzie na niej swoje ulubione tytuły i sama zaproponuje mi coś ciekawego do obejrzenia, bo i coraz trudniej znaleźć mi coś nowego. Jeżeli będę chciała dołączyć nowy tytuł, to uzupełnię ten post, bez tworzenia nowego. Tak będzie wygodniej.

Jakich seriali nie będzie na pewno na mojej liście? Przede wszystkich polskich. Nie interesują mnie też seriale bardzo brutalne, ani te których akcja rozgrywa się głównie w prosektorium. Odpadają seriale dla widzów o mocnych nerwach. Wolę takie, w których najważniejsza jest zagadka, detektywi dochodzą do rozwiązania dzięki dedukcji, a najlepiej jeszcze, żeby serial był choć trochę zabawny.

Chciałabym podziękować autorowi tego wpisu, bo to jedyne zestawienie z jakiego skorzystałam. Mam nadzieję, że moja lista też się komuś przyda.
Zaczynamy! Lista naszych ulubionych seriali, tych, których obejrzeliśmy wszystkie sezony i chcielibyśmy skandować: jeszcze, jeszcze!

Detektyw Monk (2002-2009) - Adrian Monk, ze swoją obsesją natręctw potrafi być bardzo irytujący. Nie wiadomo jak jego osobista pielęgniarka i psychiatra z nim z nim wytrzymuję. Nie da się jednak ukryć, że jest  przy tym znakomitym detektywem. Sposób w jaki dochodzi do rozwiązania sprawy czasami wygląda jak magia. Tak pomysłowi są przestępcy z którymi ma do czynienia. Jeżeli chodzi o innych bohaterów serialu, to naszym ulubieńcem jest oficer Randy - niewątpliwie akcent humorystyczny serialu. Odcinek w którym Monk pod przykrywką wstępuje do sekty a potem próbuje nawrócić Randiego - obłędny :)

New Amsterdam (2008) - niestety jest tylko jeden sezon. Jeżeli jesteście fanami serialu Gra o Tron, to wart wspomnieć, że bohatera serialu gra ten sam aktor, który wcielił się w rolę Jaimiego Lannistera, czyli Nikolaj Coster-Waldau. John Amsterdam jest  śledczym wydziału zabójstw. Poza tym jest... nieśmiertelny. Ciąży nad nim klątwa. John nie zestarzeje się i nie umrze dopóki nie pokocha naprawdę. Amsterdam imał się wielu zawodów, w końcu
został agentem CIA. Poszukiwanie prawdziwej miłości to motyw przewodni serialu, a każdy odcinek to oczywiście kolejna rozwiązana sprawa. W jego pracy pomaga mu  wiedza i umiejętności zebrane przez, bagatela, 400 lat życia. To naprawdę był dobry pomysł, szkoda, że przerwano produkcje serialu.
 
Detektyw Murdoch (2008-) - to serial detektywistyczny w stylu retro. Przenosimy się do Toronto do roku 1890. Koniec XIX wieku, to czas wynalazków. Detektyw William Murdoch wykorzystuje w swojej pracy ostatnie osiągnięcia techniki, ale sam jest jest również wynalazcą. Za pomocą ówczesnej technologii tworzy prototypy znanych nam urządzeń.  William jest eleganckim i przystojnym mężczyzną za którym oglądają się kobiety.  Jedną z nich jest koronerem, rzecz niezwykła w tamtych czasach. To Julia Ogden. William zakochuje się, ale ich wzajemne relacje szybko się komplikują. Ten serial to też gratka dla fanów filmów kostiumowych. Ach te długie suknie i urocze drobiazgi.

Życie na Marsie (2006-2007) - nie, to nie serial sci-fi, choć początek może mylić. Tytuł wziął się od tytułu przeboju z lat 70-tych. To miniserial BBC, jedyny z wymienianym przeze mnie seriali, który oglądała dwa razy. Sam Tyler, pracownik policji w Manchester zostaje potrącony przez samochód i... budzi się w 1973 roku. Przy sobie ma dokumenty, z których wynika, że został przydzielony do pracy w miejscowym komisariacie. To to samo miejsce w którym pracował ponad 40 lat później, tylko no właśnie - zupełnie odmienione przez realia tamtego okresu. Sam początkowo myśli, że to żart, a może halucynacje. Jednak co rano budzi się w pokoju ze starym telewizorem i stylistyką lat 70-tych. Bez przerwy wpada w kłopoty, bo nie może się przestawić na sposób myślenia ludzi, którzy byli policjantami w czasach, kiedy on był jeszcze małym dzieckiem.  Komendant Hunt (typ brutalnego macho)  ma do niego dużo zastrzeżeń, ale jednemu nie może zaprzeczyć: Sam jest świetnym detektywem.

Ashes to ashes (2008-2009) - to kontynuacja Life on Mars. Tytuł to tez nawiązanie do znanego przeboju. Tym razem mamy lata 80-te, a trafia do nich pani psycholog Alex Drake. Alex jest w trochę lepszej sytuacji, bo była lekarzem Sama, choć oczywiście uważała całą historie, za jedną wielką bzdurę, a tymczasem niespodziewanie sama staje oko w oko z komendantem Huntem. Ja wolałam oglądać "Life on Mars" z przystojnym Johnem Simmem, mój mąż" Ashes to ashes" z długonogą Keeley Hawes jako Alex Drake. Co kto lubi. Jednak warto oglądać po kolei.

Life (2007-2009) - kolejny świetny miniserial BBC. Charlie Crews, po 12 latach przebywaniu w więzieniu za zbrodnie, której nie popełnił, zostaje uniewinniony. Otrzymuje olbrzymie odszkodowanie i zamiast zaszyć się na plaży na Karaibach wraca do pracy w policji. Oczywiście jest teraz zupełnie innym człowiekiem. W dodatku bardzo bogatym. Może pozwolić sobie na dystans, czy nawet odrobinę cynizmu. Najwyraźniej jednak potrzebuje tej pracy i nadal jest świetnym detektywem.

Veronika Mars (2004-2007) - akcja serialu rozgrywa się w amerykańskim ogólniaku. Uczniowie, to dzieci bogatych i sławnych rodziców. Nie zrażajcie się jednak, to naprawdę serial detektywistyczny, w dodatku bardzo dobry. Wątek miłosny też oczywiście jest, i trochę faktów z życia ogólniaka, ale przede wszystkim mamy zagadki do rozwiązania. Każdy sezon ma swój motyw przewodni, który w ostatnim odcinku znajduje rozwiązanie. Bardzo to miłe ze strony scenarzystów. Bohaterką jest tytułowa Veronika, córka detektywa. Pomaga ojcu w pracy, oczywiście nieoficjalnie. Przy okazji dorabia sobie załatwiając różne zlecenia od kolegów ze szkoły.

Magia kłamstw (2009-2011) - Dr. Cal Lightman jest specjalistą od odczytywania mowy ciała. Dostrzega grymasy twarzy zupełnie niewidoczne dla osób niewtajemniczonych. Na ich podstawie jest w stanie stwierdzić jakie uczucia kryją się naprawdę w sercach przesłuchiwanych osób. Serial specyficzny. Pokochacie go od pierwszego odcinka, albo postać grana przez Tima Rotha was odrzuci. Ale spróbować warto.

White Collar (2010 - 2013) - jeżeli jakiś serial można byłoby  nazwać rodzinnym, to chyba ten. Średnia ilość trupów na sezon - jeden, no może dwa ;) Neal Caffrey zanim trafił do więzienia był znanym oszustem. Teraz dostaje drugą szansę od agenta FBI Petera Burke. W zamian za wolność ma odtąd pomagać agencji. Peter jest jego opiekunem. Stanowią razem ciekawą parę. Peter - rozsądny, ustatkowany, praworządny ; Neal - niebieski ptak, za to niezwykle uzdolniony. Wspomniałam już, ze trupów w serialu jak na lekarstwo. Neal i Peter tropią oszustów podatkowych, złodziei, fałszerzy. Ludzi w białych kołnierzykach (w języku angielskim to określenie, na pracowników umysłowych).

Sherlock (2010-) - wersja BBC oczywiście, z obłędnym Benedyktem Cumberbatchem w roli Sherlocka Holmesa. Detektyw Holmes jest ekscentrykiem, z którym prywatnie nie sposób wytrzymać. Oczywiście doktor Watson daje radę, ale to wyjątek. Żałuję tylko, że sezony takie krótkie!
Death in Paradise (2011-) Jeżeli macie ochotę na serial w stylu powieści Agaty Christie, to będzie dobry wybór. Inspektor Richard Poole został przeniesiony z Londynu do komisariatu na jednej z wysp karaibskich. Może kto inny pomyślałby sobie, że wreszcie jest na zasłużonych wakacjach, ale nie policjant Poole. W największe upały chodzi w eleganckim garniturze i znajduje mnóstwo powodów do narzekań. No chociażby herbata, okropieństwo, zupełnie nie to co w Londynie. Sprawy jednak rozwiązuje bezbłędnie. Jak bohater powieści A. Christie - Herkules Poirot,  zbiera zainteresowane osoby w jednym miejscu i tłumaczy wszystkim, że to co widzieli, tak naprawdę było zupełnie czymś innym, a mordercą jest...

Castle (2009-) Tym razem bohaterem jest nie policjant, ani agent służb specjalnych, tylko... pisarz. Richard Castle, zarobił krocie na sprzedaży swoich powieści kryminalnych. Ma talent, ale potrzebuje muzy. Dzięki znajomości z burmistrzem dostaje możliwość obserwowania pracy detektyw Kate Beckett. Kate nie jest zachwycona, że wszędzie musi za sobą ciągnąć Richrada. Castle działa jej na nerwy. On sam czuje się w nowej sytuacji doskonale, funduje sobie nawet kamizelkę kuloodporną z napisem "writer". Jego pomysły są szalone, ale niektóre z nich o dziwo się sprawdzają.

Na koniec lista seriali porzuconych. Czasami obejrzeliśmy nawet po całym sezonie, ale porzuciliśmy go na zasadzie: może do niego wrócimy jak nie będzie niczego lepszego:
Burn notice
Mentalist
The killing
Copper
Unforgettable

Teraz testujemy: Elementary, Psych, Criminal Minds, Morderstwa w Midsummer. Za jakiś czas pewnie dołączymy je do którejś z list.

piątek, 5 lipca 2013

Armada - Polowanie

Byłam pewna, że "Ostateczna rozgrywka" to ostatni tom serii, a tu proszę - niespodzianka.  Ostatnie tomy przed "Ostateczną rozgrywką" były trochę słabsze. Zastanawiałam się nawet czy nie przestać kupować Armady. Potem dowiedziałam, że został wydany tom ostatni, a głupio byłoby mieć cały cykl bez zakończeniu. Okazuję się jednak, że to jeszcze nie koniec. Widać za dobrze się sprzedawała, albo autorzy nie mogli jednak rozstać się ze swoją bohaterką. Tak więc bierzemy drugi oddech i zaczynamy nową opowieść, mam nadzieję, że będzie warto.

Navis z własnego wyboru zostaje bez stałego zatrudnienia, a z czegoś trzeba żyć. Dlatego zgłasza się do konkursu ogłoszonego przez właściciela niewielkiej asteroidy. Ma tam stanąć rozległa posiadłość, ale najpierw trzeba ją oczyścić z drapieżników. Navis jest w marnej sytuacji finansowej, postanawia więc sobie dorobić.

Ten tom można w zasadzie czytać samodzielnie, bez znajomości poprzednich. Autorzy pewnie "biorą rozbieg". Dla niewtajemniczonych, Armada to seria science-fiction, która ma już w tym momencie 15 tomów. Podziwiam twórcę rysunków za bogatą fantazję, dzięki której zaludnia statki Armady niezliczoną ilością istot rozumnych wyglądających jak na obce istoty przystało oryginalnie, czasami dziwacznie, często niepokojąca. Oto kilka przykładów:

W 14 tomie pojawił się super zabójca. Obcy z Nostromo przy nim to doprawdy niegroźne stworzenie.


Kolekcjoner, jeden z nielicznych ocalałych przedstawicieli swojej rasy, o niezwykłych zdolnościach telepatycznych. Prywatnie miłośnik kobiecych (?) kształtów.


Czy międzygalaktyczna terrorystka.

"W trybach rewolucji", czyli część trzecia to nadal moja ulubiona część Armady. Może dlatego, że czytałam ją jako pierwszą, a może jest po prostu dobra. 

środa, 3 lipca 2013

Zaduszki - Rutu Modan

Przyłączam się do chóru pochlebnych opinii - ten komiks jest po prostu świetny. Trochę nostalgiczny, ale przede wszystkim zabawny i ciepły.

Mika towarzyszy w podróży do Warszawy swojej babci Reginie. Starsza pani oficjalnie przyjeżdża aby odzyskać przedwojenną posiadłość a naprawdę... cóż nie będę zdradzać. Powiem tylko, że na stronie przedtytułowej autorka Rutu Modan umieściła motto: "Rodzinie niekoniecznie mówi się całą prawdę i nie znaczy to, że się kłamie". A prawda potrafi być bardzo ciekawa. Babcia Regina jeszcze na lotnisku bardzo pewna siebie, nagle w po przejrzeniu książki telefonicznej w hotelowym pokoju robi się niespokojna. Mika zaczyna nawet podejrzewać ją o atak histerii. Martwi się o babcię, tym bardziej, że ta  chętnie znika jej z oczu. Sprawia wrażenie jakby chciała pozbyć się wnuczki. Na szczęście Mika nie ma czasu na zamartwianie się, bo sama nawiązuje nową znajomość. Obie panie Segal przeżyją w czasie tej podróży niezwykle emocjonujące chwile. Zachęciłam? Mam nadzieje, że tak.

Jeden z zabawnych fragmentów:




Zaduszki / Rutu Modan
Kultura Gniewu, 2013.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...